Rowerem z Dęblina do Woli Okrzejskiej [2021]

W pierwszą sobotę października br. wybraliśmy się razem z Frankiem na rowerowo-kolejową wycieczkę, której celem było odwiedzenie miejsc związanych z Henrykiem Sienkiewiczem w Okrzei i Woli Okrzejskiej. Przejechaliśmy trasę Dęblin – Ryki – Okrzeja – Wola Okrzejska, pokonując 43 km rowerem i ponad 170 km pociągiem. Wycieczka nie obyła się bez przygód, gdyż na powrocie Franek przez błąd konduktora o mały włos nie odjechał sam pociągiem…


Mapa wycieczki.
43 km z Dęblina do Woli Okrzejskiej, oraz 10,5 km po Lublinie. 


Dworzec Lublin Główny.
Koncepcja na wyjazd tego dnia zmieniała się do ostatniej chwili, ale ostatecznie stanęło na kierunek Dęblin. Zebraliśmy co ważniejsze graty i pojechaliśmy na dworzec kolejowy, by ruszyć na północ pociągiem o 11:15. Bilet Lublin-Dęblin kosztował mnie i Franka 22,94 zł, chociaż zapomniałem że przecież mam regiokartę. Rower jechał za darmo bo mam miesięczny bilet sieciowy.


Pociąg regio Lublin – Dęblin.
Poza nami było trochę rowerzystów, chyba ze sześciu. Jechał stary kibelek EN57, więc zbyt szeroka przyczepka jechała w przedsionku.


Dęblin.
Na dworcu w Dęblinie musieliśmy na dwa razy skorzystać z windy (kiedyś było lepiej – rowery przepychało się normalnie po torach). Z dworca ruszyliśmy w kierunku drogi na Ryki, odwiedzając po drodze Fort Mierzwiączka Twierdzy Dęblin.


Twierdza Dęblin – Fort Mierzwiączka.
Ten fort jest ogólnodostępny, widać że służy głównie na lokalne imprezy tudzież libacje. Szkoda, bo miejsce jest bardzo urokliwe. Sama Twierdza Dęblin została wzniesiona w czasach carskich, a forty powstały jako element rozbudowy twierdzy pod koniec XIX wieku.


Nocą chyba bym tu z dzieckiem nie przyjechał 😀


Dęblin, ul. Stawska.
Do Ryk pojedziemy boczną drogą przez lasy. Tuż na początku trafiamy na baaaaardzo długie pasy ruchu dla rowerów.


Droga Dęblin – Ryki.


Minęliśmy jeden, drugi wjazd do lasu, a Franek koniecznie chciał się i taką dróżką przejechać. Zjechaliśmy więc na jedną z nich, co skończyło się jazdą po kamieniach. Młodemu na pewno nie było wygodnie, ale był zadowolony.


Dęblin, osiedle Stawy.
Młody miał nosa, bo dzięki jeździe po kamieniach wylądowaliśmy na położonym w środku lasu osiedlu bloków, w sercu którego znajdował się bardzo fajny plac zabaw otoczony dębami. Nie było przeproś – musieliśmy się zatrzymać.


Droga Dęblin – Ryki.
Po wyjechaniu z placu zabaw minęliśmy tutejszą jednostkę wojskową. jadąc cały czas wzdłuż linii kolejowej Dęblin – Łuków.


Przejechaliśmy na drugą stronę torów i dojechaliśmy do powiatowych Ryk.
W samym mieście nie ma zbyt wielu atrakcji, ale droga dla rowerów od strony Dęblina była asfaltowa i bardzo przyzwoita. Do tego te wyniesione przejścia dla pieszych na drodze do szkoły a nie jakieś talizmany – wielkie brawa.


Ryki.
Pomnik „Bojowników o Wolność Ojczyzny” z 1928 roku, wzniesiony z okazji 10 rocznicy odzyskania niepodległości, który stoi tuż przy dawnej DK17 i kościoła.


Ryki.
Neogotycki kościół Najświętszego Zbawiciela budowany w latach 1908-14, który znajduje się obok pomnika i też przy dawnej DK17.


Ryki.
Jeszcze na rogatkach miasta Franek przytulił się do Hipolita i zasnął, więc po prostu sobie jechałem przed siebie. Tempo nie było zbyt imponujące, bo cały czas wiatr wiał w twarz


Droga Ryki – Grabów Szlachecki.
Ruszamy więc na północny-wschód, trzymając azymut linii kolejowej. Pogoda była piękna, a jesień coraz bardziej kolorowa. Kiedyś tranzyt leciał przez Ryki, teraz omija go widoczną obwodnicą na S-17.


Droga Ryki – Grabów Szlachecki.
Im dalej od Ryk tym było spokojniej na drodze, na początkowym odcinku momentami średnio przyjemnie.


Minęliśmy Garbów Szlachecki i odbiliśmy na Okrzeję.
Na peronie stacji Garbów Szlachecki obudziłem w końcu Franka, bo spał już dobrze ponad godzinę.
Upewniliśmy się co do powrotnego pociągu i pojechaliśmy dalej.


Droga Garbów Szlachecki – Okrzeja.


Okrzeja.
Najpierw zajechaliśmy do centrum, kupiliśmy lody i wróciliśmy się 1,5 km do kopca Henryka Sienkiewicza.


Kopiec Henryka Sienkiewicza usypany został w latach 1932-1938 i ma 15 m wysokości. W 1980 roku na jego szczycie pojawił się pomnik pisarza. Obecnie kopiec jest w remoncie, a tablice zakazują wejścia, więc odpuściliśmy nielegał i nie wchodziliśmy by zobaczyć panoramę z góry.


W 1980 roku na szczycie kopca Henryka Sienkiewicza pojawił się pomnik pisarza.


Okrzeja.
Pomiędzy centrum wsi a kopcem znajduje się cmentarz, na którym pochowana jest m.in. matka pisarza – Stefania Sienkiewicz z domu Cieciszowska. W oddali na końcu drogi widać też kościół parafialny pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, w którym Henryk Sienkiewicz został ochrzczony.


Trzy kilometry na wschód od Okrzei znajduje się Wola Okrzejska, miejsce urodzenia Henryka Sienkiewicza.


Okolice Woli Okrzejskiej, północno-zachodnia część woj. lubelskiego, powiat łukowski.


Wjazd do Woli Okrzejskiej.


Wola Okrzejska. Ponad zielenią widać już dawną oficynę dworu, w którym urodził się w 1846 roku Henryk Sienkiewicz.


Wola Okrzejska.
Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej jest obecnie w remoncie, więc zdjęcia da się zrobić tylko przez płot.


Wola Okrzejska.
Po drugiej stronie drogi koło Muzeum jest wiata turystyczna, stojaki rowerowe i mapka oraz miejsce na pamiątkowe foto.


Obok muzeum jest także i dawny młyn.
Ponieważ pora odjazdu pociągu nie podlegała negocjacjom, gdy zostało już góra 20 min. ruszyliśmy bez zwłoki do położonej 2,5 km dalej stacyjki Hordzieżka.


Stacja Hordzieżka.
Wyjazd przebiegał zgodnie z planem i bez przeszkód, więc kto myślał że przygoda to się dopiero zacznie.
Widząc jadący znajomy kibelek po modernizacji wiedziałem, że przedział rowerowy będzie wyznaczony po jednej ze stron pociągu.


Stacja Hordzieżka.
Pamiątkowa fotka. Dojeżdża pociąg. Przód nas minął, rowerku na szybie nie było – więc cofamy się na koniec. Pociąg stanął, drzwi się otworzyły. Wsadziłem Franka do pociągu (peron niski, podłoga wysoko), potem rower, wróciłem się po przyczepkę na peron i wtedy pociąg zrobił mi psikusa, zamknął drzwi i ruszył…
No lekki stres, bo dziecko mi odjeżdża, macham bo może maszynista wygląda i zobaczy, ale nic – krzyczę więc do chłopaka na początku peronu żeby go zatrzymał. Ten macha i słyszę hamowanie. Drzwi się otwierają, wyskakuje konduktor i leci w moją stronę. Wrzucam przyczepkę do środka i wskakuję do pociągu. Jedziemy.


Pociąg (Łuków) – Hordzieżka – Dęblin.
Franek przestraszony, ale nie płakał. Przyszedł w końcu konduktor zobaczyć co się wydarzyło.
Lekko się zdenerwowałem, ale pomny dziesiątek pozytywnych doświadczeń podczas podróży z przyczepką i dziećmi z konduktorami lubelskiego Polregio nie planowałem żadnych kontr-akcji. Konduktor najmocniej przeprosił za sytuację i przyznał że to jego wina. Powiedziałem aby żeby bardziej zwracać uwagę na sytuację na peronie. Kupiliśmy bilety normalny+szkolny do Lublina (27,38 zł na regiokarcie) i pojechaliśmy w prawie pustym pociągu. Emocje opadły.


Pociąg Dęblin – Lublin.
Skład z Hordzieżki planowo jechał z Łukowa do Dęblina, ale zapytawszy konduktora czy będzie przesiadka czy ten sam skład jedzie dalej odparł że ten sam, a jak coś by się zmieniło to da znać. Nic się nie zmieniło, więc nie musieliśmy targać rowerów po peronie, a tym bardziej windami w Dęblinie.
W składzie do Lublina też tłumów nie było, więc siedzieliśmy sobie przy stoliku, czytaliśmy Kicię Kocię i dojadaliśmy/dopijaliśmy resztę prowiantu.


Dworzec Lublin Główny.
Za Dęblinem zrobiła się już noc, więc po kolejnej windzie na dwa razy w Lublinie ruszyliśmy w kierunku domu.


Zobacz także:
W poszukiwaniu śladów H. Sienkiewicza i gen. Kleeberga [2025] Rowerem do Krzywdy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *