Pod koniec marca br. korzystając z ładnej pogody wyskoczyliśmy trzyosobowym składem na południe od Lublina, by pokręcić się w dolinie Wieprza – naszej ulubionej w regionie rzeki. Pociągiem dojechaliśmy do Krasnegostawu, a stamtąd ruszyliśmy na południe przez Izbicę, Tarnogórę i Nielisz, kończąc trasę w Ruskich Piaskach. Powrót ponownie pociągiem, bo raz że był, dwa że to lepsze niż samochodem. Cała trasa w terenie wyniosła 42 km, a razem z Lublinem 50 km.
Dworzec Lublin Główny.
Na wyjazd umawiamy się z Michałem, a ja biorę jeszcze młodszego Franka, niestrudzonego i zawsze chętnego wycieczkowicza. Umawiamy się na dworcu i przed 10 ruszamy szynobusem do Krasnegostawu. Frankowi kupuję bilet ulgowy na całą trasę (8 zł), a sobie tylko odcinek Rejowiec-Krasnystaw (12 zł). Rower jedzie na miesięcznym.

O 11:14 meldujemy się na peronie p.o. Krasnystaw Miasto. Ogarniamy sprzęt i ruszamy w kierunku centrum miasta.

Trasa całej wycieczki.

Rynek w Krasnymstawie.
Jedną z niezwykłych atrakcji jest tam „klęczące drzewo”, czyli klon jesionolistny, który zdobył tytuł Drzewa Roku 2018.

Krasnystaw.
Na odjeździe mijamy jeszcze będący w trakcie remontu barokowy kościół św. Franciszka Ksawerego z przełomu XVII/XVIII wieku, wzniesiony dla zakonu jezuitów. Tu też było kolegium, a kościół pełnił swego czasu także funkcję katedry diecezji chełmskiej, do czasu gdy siedzibę biskupa przeniesiono do Lublina w 1805 roku.
Na uwagę zwraca piękna fasada, której przewrócono historyczne malowanie.

No to w drogę.
Odcinek Krasnystaw-Izbica. Wyjeżdżamy z miasta w kierunku południowym podobnie jak szlak Green Velo, ale nie jest on tym razem wyznacznikiem naszej trasy.

Odcinek Krasnystaw-Izbica.
Naszą trasę wyznaczać będzie dolina Wieprza, a pod względem regionalizacji fizycznogeograficznej zachodni kraniec Działów Grabowieckich, a później centralna część Padołu Zamojskiego. Słowem – wyłącznie Wyżyna Lubelska.

Droga wije się góra-dół, więc co chwila można podziwiać piękną panoramę doliny Wieprza. Niektórzy mieszkańcy mają tu raj, domy na wysokich skarpach z tarasami wprost na dolinę. Zjedzenie śniadania o poranku przy śpiewie ptaków to coś wspaniałego.


Odcinek Krasnystaw-Izbica.
Drugi raz przekraczamy Wieprz i na tym wcale nie będzie koniec.



Linia kolejowa nr 69 Rejowiec – Hrebenne. Jej historia sięga czasów I wojny światowej i roku 1915, kiedy to po wypchnięciu wojsk rosyjskich na wschód na potrzeby armii austriackiej wybudowano odcinek łączący Rejowiec (przy LK7 Lublin – Dorohusk) z Bełżcem. Kolej w Bełżcu istniała już wcześniej bo od 1884 roku, gdyż był on miejscowością nadgraniczną w austriackiej Galicji Wschodniej do której kolej dociągnięto ze Lwowa i węzła w Rawie Ruskiej.

Mieliśmy do wyboru dojechać do DK17 i polecieć asfaltowym poboczem, albo równolegle po miejscami dosyć nierównej drodze lokalnej. Wybraliśmy wolną jazdę.


Odcinek Krasnystaw-Izbica.
Przerwa na „w krzaki” dla młodego, więc i okazja na znalezienie kolejnego kija, który potem oczywiście wrócił z nami do Lublina.

Boczną drogą i przyjemnym wąwozem lessowym dojechaliśmy do Izbicy. Widoczny zakręt jest najostrzejszym ze wszystkich, do tego pod górkę, jakie można spotkać na całej DK 17 Warszawa-Hrebenne, nawet licząc czasy przed budową S-17.

Przejeżdżałem przez Izbicę ze sto pięćdziesiąt razy w życiu, ale nigdy nie pasowało, by zobaczyć to co zostało z miejscowego cmentarza żydowskiego. No i wreszcie dotarłem . Cmentarz znajduje się na wzgórzu w północnej części miejscowości, są tabliczki kierujące. Wąskiego wejścia i schodów należy szukać pomiędzy dwoma sąsiednimi domami.

Z dawnego cmentarza nie zachowało się wiele, został on zniszczony w czasie wojny. Zamordowano tu też wiele tysięcy Żydów z getta w Izbicy.

Cmentarz żydowski w Izbicy.


Po północnej stroni wzgórza znajduje się ładny wąwóz, ale jako że rowery zostały bez opieki przy schodach, to nie ryzykowaliśmy dalszej penetracji terenu.

Przerwa na piciu na krawężniku, to częsty element wyjazdów.
Wejście na cmentarz żydowski znajduje się na końcu krótkiej uliczki widocznej ledwie po prawej stronie. Na wprost koło chorągiewki widać ciemny pomnik w hołdzie pamięci żydowskich ofiar holocaustu ufundowany przez gminy z niemieckiej Frankonii.

Izbica.
Ponad zabudową odsłania się piękna lessowa skarpa.

Izbica.
Po przerwie ruszamy przez Rynek drogą w kierunku położonej za Wieprzem Tarnogóry.
Na rynku można spotkać pomniki m.in. w hołdzie pomordowanym w latach 1863, 1920, 1939 i 1946 oraz ku pamięci Jana Karskiego, który przedostał się do getta tranzytowego w Izbicy. Tu więcej informacji o tym: https://www.jhi.pl/…/izbica-opowiesc-jana-karskiego,2777

Tarnogóra.
Rzut beretem na zachód od Izbicy i trzeci raz tego dnia przekraczamy rowerami Wieprz. Gdyby dodać pociąg to już czwarty raz. Obok spiętrzenia są alejki spacerowe i miejsca odpoczynku.

Tarnogóra.
Przy Wieprzu po prawej stronie mijamy wielki budynek, którym jest młyn z lat. 80-tych XIX wieku. Nazywany był amerykańskim z racji wyposażenia rodem z USA i ponoć w swoich czasach był największym młynem w Polsce.

Tarnogóra.
Po przeciwnej stronie co młyn w otoczeniu parku i oddaleniu od drogi widać fasadę pałacu z 1831 roku, wzniesionego na miejscu wcześniejszego pałacu Tarnowskich. Niestety teren był zamknięty więc i podjechać się nie dało.

Tarnogóra.
Również w tej samej okolicy znajduje się kościół pw. św. Zofii z XVI wieku oraz po licznych późniejszych przebudowach.

Odcinek Tarnogóra-Nielisz.
Młody jeszcze walczył ze snem, ale po wyjechaniu z Tarnogóry zasnął na Hipolicie.

Odcinek Tarnogóra-Nielisz.
Po dłuższym podjeździe od doliny Wieprza znów byliśmy na górce, więc na wylocie ze wsi mieliśmy kolejny przyjemny zjazd. Ponownie zjechaliśmy się ze szlakiem Green Velo, który będzie nam towarzyszyć aż do samego Nielisza. Widoczne na trasie skarpy wręcz zachęcają, by zrobić tam kiedyś nocleg w namiocie.

Odcinek Tarnogóra-Nielisz.
Zakole Wieprza. Jedno z setek? ale prędzej tysięcy? na jego całej trasie przez województwo lubelskie. Rzeka miała szczęście, że nikt jej nie optymalizował, więc jest piękna i dzika, a najlepsza na kajaki.

Dolina Wieprza w całej okazałości. Młody spał, więc zdobyłem przyległe wzniesienie.

Kolejny skok w bok nad rzekę, a tam slow-life i pan łowiący ryby.

We wsi Ujazdów trafiamy na kolejny interesujący obiekt – Dwór Ujazdowski (http://dworujazdowski.pl). Teren jest zamknięty, więc zdjęcie zza dalekiego płotu, ale miejsce przepiękne, na wysokim wzgórzu z widokiem na dolinę Wieprza.

Odcinek Tarnogóra-Nielisz.
Na krzyżówce dróg we wsi Staw Noakowski kolejny dwór z XIX wieku. Miejsce po świeżym remoncie, tak bijącym nowością że aż oczy bolą, gdy się popatrzy na zrujnowane ściany ze stanu poprzedniego.

Odcinek Tarnogóra-Nielisz.
Nad rzeką Łętowinką mijamy cmentarz z okresu I wojny światowej, ale niewiele można na nim zobaczyć.

Mieliśmy całkiem bezpieczną rezerwę czasu do powrotnego pociągu, gdy dojechaliśmy nad zbiornik wodny w Nieliszu, istniejący dzięki zbudowaniu tamy na Wieprzu. Sam Nielisz jest chyba jednak jeszcze bardziej znany z tego, że należy do lubelskiego „trójmiasta”, czyli tria Nielisz (powiat zamojski) – Cyców (powiat łęczyński) – Niemce (powiat lubelski).

Zbiornik wodny w Nieliszu.
Sama plaża nad wodą znajduj się jednak kawałek dalej na południe, więc musielibyśmy tam pojechać, a później się i tak wrócić do Nielisza, dlatego przerwę zrobiliśmy w centrum na górce, gdzie obok urzędu gminy jest duży parking i zadaszenia turystyczne.

Odcinek Nielisz – Ruskie Piaski.
Na końcówce wycieczki mieliśmy jeszcze do pokonania kawałek wzdłuż DW 837, którą można docelowo dojechać do Zamościa i to po asfaltowej drodze dla rowerów! Tak się powinno budować i tak się buduje w Zarządzie Dróg Wojewódzkich w Lublinie.

Gdy dojechaliśmy do peronu w Ruskich Piaskach (choć znajduje się ona de facto w innej wsi), starczyło jeszcze żeby podjechać w te i nazat do pałacu. Droga była najpierw asfaltowa, a później płytowa, razem z mostem na rzece Łabuńce – tuż przed jej ujściem do Wieprza. Sama Łabuńka znana jest z tego, że płynie przez Zamość.

Pałac w Ruskich Piaskach, neorenesansowy z początku XX wieku. Miejsce jest bardzo przyjemne, mieści się tu Dom Pomocy Społecznej.

Pałac w Ruskich Piaskach.
Do Michała zagadała jakaś pani, że co my tu robimy i że nie wolno czy coś tam? Ale brama była otwarta, zakazu nie widzieliśmy, a nie po to turyści-krajoznawcy przyjeżdżają specjalnie by klamkę pocałować 😛

Ruskie Piaski.
Tak z kwadrans przed powrotnym pociągiem do Lublina jesteśmy na peronie.

Pociąg Zamość – Lublin. Wsiadając w Ruskich Piaskach nasze rowery były odpowiednio 5 i 6 w środku, a do tego przyczepka. Później doszły jeszcze ze dwa czy trzy rowery, a ludzi co chwila przybywało. Za Rejowcem to już był tłum i mnóstwo ludzi stało. Dlatego pociągi są potrzebne, tylko jest ich za mało.
