W połowie lipca ruszyliśmy rowerami trzyosobowym składem na liczącą ok. 210 km trasę wzdłuż wschodniej granicy, po terenach prawie nieznanych, gdzie na początkach rozległych przestrzeni Wyżyny Wołyńskiej czuć już klimat kresów wschodnich. Zaczęliśmy w Chełmie, później był Dorohusk, nocleg w namiocie nad samym brzegiem dzikiego Bugu, kopce w Uchańce i Horodle, najdalej wysunięty punkt na wschód Polski koło Zosina, grodzisko koło Hrubieszowa, ruiny zamku w Kryłowie oraz liczne pałace, dwory, murowane i drewniane cerkwie i kościoły czy zapomniane cmentarze w lesie. Metą było Hrebenne, skąd pociągiem wróciliśmy do Lublina.
Dziś foto-zajawka i zaproszenie – tą trasę najlepiej zrobić w wakacje, bo wtedy do Hrebennego kursują pociągi regionalne.

Na początek przelot po DK12 z Chełma do Dorohuska.

Szukając miejsca na nocleg na bajecznych nadbużańskich łąkach.

Nocleg nad Bugiem przy samej granicy z Ukrainą.

Było wypite za koniec wojny i pokonanie bolszewików z Kremla.

Poranne mgły nad Bugiem w rejonie Husynnego.

Nadbużańskie łąki.

Bug, dziki i piękny, którego ludzka ręka nie popsuła.

Kopiec bitwy pod Dubienką 1792 roku w Uchańce.

Nadbużanką na południe.

Kopiec Unii Horodelskiej z 1413 roku w Horodle.

Dawna cerkiew neounicka w Horodle, obecnie kościół.

Jak sama nazwa wskazuje, ale dojście tam to spacer przez 2 m pokrzywy. A na wyjeździe kontrola Straży Granicznej (ale bardzo spoko 😉 ).

Omijamy bokiem Hrubieszów i lecimy na Gród Wołyń.

Gród Wołyń koło Hrubieszowa.

Obiad w plenerze czyli kiełbasa, firecracker i musztarda gruszkowa u podnóża Grodu Wołyń.

Ciężki towar leci na wschód, równo kilometr dalej Linia Hutnicza Szerokotorowa przekracza granicę polsko-ukraińską mostem na Bugu.

Dolina Bugu z wieży widokowej koło Gródka. W tle to już Ukraina.

Ruiny zamku w Kryłowie. Noc z soboty na niedzielę spaliśmy w agroturystyce.

Kościół w Dołhobyczowie, którego wieża przypomina… chyba każdy powinien zgadnąć co 😉

Pałac w Dołhobyczowie.

Cerkiew św. Symeona Słupnika w Dołhobyczowie.

Najdalsze zakątki woj. lubelskiego na południe od Dołhobyczowa. Z drogi widać wieże kościoła św. Marka w Warężu na Ukrainie odległego o jakieś 3 km w prostej linii.

Na terenach pomiędzy Dołhobyczowem, Dłużniowem i Chłopiatynem czuliśmy się jak na ukraińskich wyprawach na Podole.

Cerkiew w Dłużniowie.

Pola, dzikie pola…

Kaplica Cmentarna Hulimków w Mycowie.
By tam dotrzeć trzeba jechać mocno rozjechaną polną droga, a następnie pieszo przez pole wejść do lasu. Miejsce mistrzostwo, zwłaszcza że jest tam sporo polskich i ukraińskich nagrobków!

Cerkiew św. Mikołaja w Mycowie.

Nagrobki wokół cerkwi św. Mikołaja w Mycowie.

No i Chłopiatyn z fantastycznymi widokami z wieży widokowej zlokalizowanej koło placówki Straży Granicznej.

Panorama z wieży widokowej w Chłopiatynie. W oddali ukraińskie kopalnie na terenach, które do 1951 roku należały do Polski. Teraz nie mamy tych kopalni, ale mamy większe Bieszczady.

Przerwa na papu, wieża widokowa w Chłopiatynie jest bardzo spoko urządzona, nic tylko brać przykład!
(poza stojakiem rowerowym który jest naturalnie beznadziejny 😛 )

Byliśmy wysoko, ale teraz pojedziemy w dół. Pola to jeszcze Grzęda Sokalska, a w dole majaczy Kotlina Pobuża, ale jeszcze dalej widać… Roztocze Wschodnie! Piękności.

Cerkiew w Korczminie.

Krzyż koło cerkwi w Korczminie.

Ostatnie ziuuuu w kierunku Korni i Hrebennego (haha – żadne ziu, bo droga była tak nierówna że szybka jazda groziła rozpadnięciem się rowerów.)

Hrebenne pod cerkwią, dawna droga krajowa. W oddali widać już przejście graniczne Hrebenne-Rawa Ruska, koło którego zjedliśmy w knajpie obiad. Lata mijają, a w Hrebennem dalej nie ma przejścia pieszo-rowerowego. Chyba każdy ma to w dupie, w końcu lepiej palić ruską ropę stojąc samochodem (pociągu przez granicę oczywiście od 17 lat też się nie da).

Wnętrze cerkwi św. Mikołaja w Hrebennem.

Ostatnia część weekendu, czyli powrót z Hrebennego wieczornym regio Jarosław – Lublin.
Dużo więcej zdjęć i dużo więcej opisów będzie w pełnej kilkuczęściowej relacji. Zapraszam.
