Drugiego dnia sierpniowej wyprawy rowerowej z Krakowa do Tarnowa pożegnaliśmy się już z Dunajcem i od jego ujścia do Wisły jechaliśmy już cały czas na zachód wzdłuż królowej polskich rzek. Upał tego dnia był niesamowity, a podróż po wale nie dawała prawie w ogóle cienia. Na trasie odwiedziliśmy m.in. Uście Solne, a nocowaliśmy ponownie w namiotach w sadzie przy prywatnym domu za zgodą miłych gospodarzy. I to właśnie na WTR Franek pobił swój życiowy rekord dzienny podczas jazdy na rowerze – 54,7 km.
Noc w namiocie nad Dunajcem, Franek uwielbia takie klimaty.

Minęła 5 rano, wokół nas cisza i spokój, słychać tylko naturę.

Około 8 rano po śniadaniu zaczęliśmy się zbierać, bo prognozy pogody były jednoznaczne – będzie piekarnik i dobre +35 stopni w cieniu. Gdybyśmy byli bez Franka, to wyjazd byłby pewnie dużo wcześniej, ale wyspane dziecko to ważna sprawa na wycieczkach.

Trasa drugiego dnia wyjazdu. Łącznie ok. 55 km wzdłuż Wiślanej Trasy Rowerowej.

Wiślana Trasa Rowerowa/Velo Dunajec.
Wyciągamy nasze rowery na wał Dunajca i ruszamy jeszcze dosłownie 2 km na północ.

Wiślana Trasa Rowerowa/Velo Dunajec, a właściwie łuk wału w miejscu, gdzie kończy się Velo Dunajec. Po prawej stronie w oddali za krzakami jest ujście Dunajca do Wisły.

Wiślana Trasa Rowerowa.
Od wału Dunajca ujechaliśmy może kilkaset metrów, gdy okazało się że Franek złapał gumę. Opony w jego rowerze miały już swoje lata i widocznie musiało do tego dojść, skoro doszło. Także narzędzia w dłoń, szybka wymiana dętki i możemy ruszać dalej.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek ujście Dunajca – Kopacze Wielkie.
Koło Nowopola do Wisły uchodzi kanałem rzeczka Kisielina, tworząc bardzo malowniczy odcinek trasy.

Natomiast w czasie gdy zmieniałem dętkę w rowerze Franka, Krzysiek pojechał na chwilę na ujście Dunajca do Wisły. Także Dunajec jest po prawej, a Wisła po lewej stronie. Za drzewami po lewej na skarpie znajduje się miasto Opatowiec, leżące na końcówce woj. świętokrzyskiego.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek ujście Dunajca – Kopacze Wielkie.

Dla niektórych osób WTR jest uznawana za monotonną trasę – płaską i bez spektakularnych widoków. Po części jest to prawda, ale brak atrakcji i ta cisza i spokój też są bardzo przyjemnym sposobem spędzania czasu. Trasa ma też jeden wielki plus – można bez stresu puścić dziecko przed siebie.


Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek ujście Dunajca – Kopacze Wielkie.
Na pewno WTR na tym odcinku ma przewagę nad końcowym odcinkiem Velo Dunajec, że dużo częściej widać samą rzekę.




Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek ujście Dunajca – Kopacze Wielkie.
W Kopaczach Wielkich wreszcie udało nam się zajechać do sklepu. I chyba nigdzie tak wspaniale nie smakują zimne gazowane napoje, jak właśnie po wielu kilometrach na rowerze przejechanych w upał.

Wiślana Trasa Rowerowa. MOR Kopacze Wielkie.
W Kopaczach zrobiliśmy długą przerwę, chyba nawet ponad godzinę, by uzupełnić kalorie i trochę dać Frankowi odpocząć od upału. W tym czasie przez MOR przewinęło się trochę osób i małych grupek na rowerach (pozdrawiamy – jeżeli to przeczytają 🙂 ), także miło było zarówno odpoczywać jak i pogadać.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek Kopacze Wielkie – Uście Solne.
Po przerwie ruszyliśmy dalej, ciesząc się soczystą zielenią nadwiślańskich łąk i cumulusami na niebie.


Jak jest?
O właśnie tak!



Spotkanie drzewa dającego cień na wał Wisły było rzadkością, więc tym bardzie skorzystaliśmy robiąc przerwę w takim miejscu, a nie na otwartym słońcu.




Wiślana Trasa Rowerowa. Przed nami EnoVelo, a to znak że dojechaliśmy do Uścia Solnego.

Uście Solne, jedziemy na rynek.

Uście Solne, tablica pamiątkowa na budynku Biblioteki. Tam też mieści się lokalna Izba Pamięci.

Na rynku w Uściu Solnym od 2011 roku znajduje się pomnik Kazimierza Wielkiego. Wydarzenia związane z 650 rocznicą lokacji miasta na prawie magdeburskim odbyły się rok później uwagi na sytuację powodziową w 2010 roku.

Uście Solne. Kościół p.w. Nawrócenia Świętego Pawła, zbudowany w latach 30-tych XIX wieku.

Uście Solne. Po zachodniej stronie wsi przepływa Raba, będąca prawym dopływem Wisły, mającym 132 km długości ze źródłem w Gorcach. Obecność rzeki miała istotne znaczenie dla dawnego miasta, bo stanowiło ono jedno z miejsc przez które na północ płynęła sól z leżącej na południe też nad Rabą Bochni.

Rynek w Uściu Solnym. Po zrobieniu zakupów przyszła pora na przerwę. Skorzystaliśmy z wiaty na rynku, by rozprostować nogi, a Franek niczym się nie krępując poszedł spać.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek Uście Solne – Łaźnia.
Ruszamy dalej.

Dolina strumyka Drwinka, też dopływu Wisły.

Wzdłuż DW964 na odcinku WTR jest droga dla rowerów z asfaltu (i tak powinno być), ale zrobienie najazdu bez wystającego krawężnika to już było za dużo widać.

Na wysokości wsi Świniary znajduje się całkiem okazała wiata rowerowa. Nie wiem jak z wykorzystaniem, ale to jest bardzo fajny sposób promowania roweru jako pojazdu „ostatniej mili”.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek Uście Solne – Łaźnia.
Kończy się odcinek jazdy po drogach publicznych, za chwilę wracamy na wał wiślany.




W oddali za Wisłą widać kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Apostołów Piotra i Pawła w Hebdowie. Historia tego miejsca sięga bardzo głęboko w przeszłość, bo aż połowy XII wieku, kiedy przybyli tu norbertanie z klasztoru na Strahowie w Pradze (kasata w 1819 roku). Obecnie od 1949 roku kościołem i zabudowaniami klasztornymi zarządzają ojcowie Pijarzy.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek Uście Solne – Łaźnia.

W miejscu gdzie nie ma przejazdu dołem pod mostem zbudowana została sygnalizacja świetlna na przejeździe przez DW775.

Most na Wiśle w ciągu DW775, w oddali za rzeką znajduje się Nowe Brzesko. Co ciekawe, sygnalizacja świetlna dotyczy nie tylko przejazdu wzdłuż Wiślanej Trasy Rowerowej, ale też reguluje ruchem na moście, który odbywa się wahadłowo po jednym pasie ruchu. W najbliższych latach planowana jest budowa nowego mostu na Wiśle, a ten istniejący ma stać się kładką pieszo-rowerową.

Wiślana Trasa Rowerowa. Odcinek Uście Solne – Łaźnia.
Długi cień i zmieniające się kolory coraz bardziej świadczyły o tym, że dzień zbliża się ku końcowi.

W nogach mieliśmy już dobrze z 50 km, do Krakowa było też coraz bliżej, ale tak czy inaczej trzeba było szukać jakiegoś miejsca na nocleg.

Pierwszym pomysłem na nocowanie było zjechanie z wału w kierunku brzegu Wisły.

Nad Wisłę, już coraz węższą, niby dojechaliśmy, ale warunki na namiotowanie były przeciętne. Nierówno, krzaki i jakoś tak za bardzo na widoku.

Wróciliśmy się na wał i podjechaliśmy jeszcze kawałek. Stojąc na łuku wału na wysokości przysiółka Łaźnia myśleliśmy co zrobić. I wtedy pojawił się pomysł, by może spróbować legalnie rozbić się u kogoś na posesji – ja osobiście rzadko praktykuję ten model wybierając spanie w lesie lub na łąkach z dala od zabudowy, natomiast Krzysiek ma z kolei duże doświadczenie w spaniu na podwórkach, zwłaszcza po wyprawie do Odessy w 2017 roku.

I tak też właśnie miał wyglądać nasz drugi nocleg w namiocie, w sadzie za domem w przysiółku Łaźnia. Mili gospodarze zgodzili się na rozbicie namiotów, później także przyszli na chwilę porozmawiać. Warunki były luksusowe – równa trasa, pod drzewami i do tego blisko wału i WTR.

Po rozbiciu namiotów poszliśmy sobie pieszo na wał, by nacieszyć się nadwiślańską przyrodą. I dlatego warto podróżować z namiotem na rowerze, bo normalnie trzeba by było już wracać gdzieś do miasta, a tak przy kolorowym niebie kończył się dzień.


Łaźnia.
Wróćmy się do naszego sadu, hotel był już ogarnięty, a Hipek robił za poduszkę dla zmęczonego ale niesamowicie zadowolonego Franka, który w takim upale pobił swój rekord życiowy na rowerze.

Drugą wspaniałością podróży na rowerze jest gotowanie w plenerze, więc bierzemy butlę z gazem, palniki, garnki i robimy sos.

Do sosu jeszcze makaron i mamy wykwintne danie jedzone na karimacie pod chmurką, już w zasadzie po ciemku.

O 21 było już ciemno, więc spięliśmy rowery i wszystkie bagaże wrzuciliśmy do namiotu. Można było wreszcie odpocząć i grzecznie pójść spać.
Dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne części relacji.
