W ubiegły weekend korzystając z wolnego czasu wybrałem się na rowerowy wypad przez północną część Niziny Północnomazowieckiej, ze startem w Śniadowie k/Łomży, zwiedzaniem Ostrołęki i metą w Chorzelach. Trasa wiodła w dużej części przez pola i lasy, wśród których dominowała oczywiście sosna, rosnąca na rozległych piaszczystych sandrach pochodzenia polodowcowego. Łączny dystans wycieczki wyniósł 137 km, a powrót na miejsce startu był naturalnie pociągiem.
Szybka pobudka o 5 rano, krótkie pakowanie bez śniadania i ruszam 15 km samochodem do Śniadowa. Oczywiście mogłem pojechać rowerem, ale w obie strony to już dodatkowe 30 km kręcenia po znanej trasie, na którą szkoda mi było czasu.

Trasa wycieczki.
Śniadowo – Ostrołęka – Chorzele plus dodatkowe kilometry w rejonie Chorzel i wypad „za granicę” na chwilę do warmińsko-mazurskiego.

Śniadowo.
Parkuję na rynku, zrzucam rower z dachu i o 6 rano ruszam w drogę. Jest pochmurno ale przyjemnie rześko.

Odcinek Śniadowo – Ostrołęka.
Niedaleko za Śniadowem przejeżdżam przez pustą o tej porze drogę ekspresową S-61. To tereny Międzyrzecza Łomżyńskiego, leżące pomiędzy dolinami dolnego Bugu i Dolnej Narwi.

Gdy większość normalnych ludzi o tej porze w sobotę śpi, ten już na śniadaniu.

Jak nie lasy to pola.

Odcinek Śniadowo – Ostrołęka.
Wieś Kleczkowo. Kościół rzymskokatolicki pw. św. Wawrzyńca, pierwotnie wzniesiony na początku XVI wieku, zniszczony w 1944 roku i odbudowany po wojnie.

Jak widać Zamość jest nie tylko na Lubelszczyźnie.

Ostrołęka.
Do dawnego miasta wojewódzkiego, obecnie w granicach woj. mazowieckiego, dojeżdżam po DW627. Już na wstępie zaczyna się to, co będzie towarzyszyć prawie w całym mieście, czyli kostkowe wybitnie niskiej jakości „ścieżki rowerowe” oraz znaki B-9 czyli zakazy wjazdu rowerów, żeby przypadkiem nie skorzystać z równego asfaltu na jezdni 😀

Po śniadaniowych zakupach w Biedrze wpadam na dworzec kolejowy, koło którego stoi urocza wąskotorowa ciuchcia Px-48 wyprodukowana w 1952 roku w Chrzanowie, nosząca imię Julia.

W mieście funkcjonuje wypożyczalnia rowerowa, chociaż z mocno kanciastym dizajnem.

Ruszam w miasto przez miasto, zaczynają się kostka brukowa i zakazy rowerowe.

Na początek miejsce pamięci przy ul. Poznańskiej po dawnym cmentarzu żydowskim, z fragmentami zachowanych macew.

Jadę do centrum, na początek kościół św. Antoniego zbudowany w II połowie XVII wieku, stanowiący część dawnego zespołu klasztornego bernardynów. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków Ostrołęki.

Krużganki dawnego zespołu klasztornego bernardynów.

Piękne barokowe wnętrze kościoła św. Antoniego.

Niedaleko od kościoła św. Antoniego znajduje się skwer z ławeczką dra Józefa Psarskiego (1868-1953), lekarza, działacz narodowego, społecznego i oświatowego, członka stowarzyszeń niepodległościowych.

Zespół klasztorny bernardynów od strony zachodniej.

Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, najstarszy obiekt sakralny w Ostrołęce, początkowo wzniesiony w 1399 roku i kilkukrotnie rozbudowany w późniejszych wiekach.

Klasycystyczny ratusz przy rynku, pierwotnie z XIX wieku, później odbudowany po I wojnie światowej.

Rynek. W Ostrołęce mało jest pro-rowerowych rozwiązań na poziomie organizacji ruchu, ale tu akurat można je spotkać.

Pomnik gen. Józefa Bema na rynku, zupełnie nieprzypadkowy, bo podczas przegranej przez Polaków bitwy pod Ostrołęką w czasie powstania listopadowego (1831), gdy był jeszcze podpułkownikiem, swoimi działaniami zatrzymał rosyjską szarżę i umożliwił wycofanie się niedobitków polskich oddziałów.
W widocznym za pomnikiem budynku znajduje się Muzeum Kultury Kurpiowskiej.

Po zwiedzeniu miasta czas na śniadanie, a najlepszym miejscem była oczywiście plaża miejska nad Narwią.

Ruszam na południe wzdłuż Narwi i mijam otwarty teren, gdzie znajdują się pozostałości po dawnym grodzisku.

Na południe od miasta znajduje się most kolejowy na linii Ostrołęka – Chorzele, którym można także przejechać rowerem na drugą stronę Narwi. To super rozwiązanie, które niestety nie jest powszechne w Polsce.

Ostrołęka.
Narew, płynąca tu na obszarze mezoregionu Dolina Dolnej Narwi. A przede mną już Równina Kurpiowska.

Odcinek Ostrołęka – Chorzele.
Dalej na zachód jadę fragmentem wybitnie beznadziejnej śmieszki rowerowej wzdłuż DW544, ale potem uciekam w bok na normalne asfaltowe drogi.

Wieś Białobrzeg Bliższy i piękna meandrująca rzeka Omulew, będąca prawym dopływem Narwi.

Dolina rzeki Omulew.

Odcinek Ostrołęka – Chorzele.
I zaczynają się na poważnie lasy, głównie sosnowe bory rosnące na polodowcowych sandrach. Są to pozostałości po dużym kompleksie Puszczy Zielonej.

Wieś Przystań i budynek szkoły podstawowej w dawnym dworze Burbonów.

Siedlisko Parciaki-Stacja i zabytkowa wieża ciśnień przy linii kolejowej Ostrołęka – Chorzele.

A także przystanek kolejowy Parciaki, po nie tak dawnej przebudowie, ale oczywiście z tysiącem złotych zafakturowanych na kompletnie zbędne ogrodzenia.


Wyjazd był jednodniowy, ale aż marzyło się żeby pójść w głąb i rozbić się z namiotem w tym 5 gwiazdkowym terenie.

Chorzele.
Wreszcie docieram do oficjalnej mety wyjazdu, mając na liczniku trochę ponad 100 km. Tempo jazdy było dobre, a do tego poza Ostrołęką nie było dużo zwiedzania, więc w Chorzelach byłem aż 4 godziny przed powrotnym pociągiem.

Po przerwie jedzeniowej w dalszym ciągu pozostawała kupa czasu do zagospodarowania. Początkowo myślałem żeby pojechać do Szczytna, ale niekoniecznie po głównej drodze krajowej. Stanęło więc na zrobieniu pętli z wjechaniem na teren woj. warmińsko-mazurskiego.

Zachodnie okolice Chorzel.
Niecałe 10 km na zachód we wsi Wasiły-Zygny znajdowała się kładka na rzece Orzyc i tam też pojechałem. Niestety im dalej w las tym piach stawał się coraz cięższy do jazdy. Wreszcie moje 1,4 calowe opony poddały się całkowicie i trzeba się było wracać do Chorzel. Tym samym poległ plan zrobienia pętli.

Chorzele.
Przy głównej drodze krajowej znajduje się duży mural upamiętniający żołnierzy Brygady Syberyjskiej walczącej w podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Chorzele.
W centrum na rynku – pomnik konny Tadeusza Kościuszki. Gdy do pociągu miałem już tylko nieco ponad 2 godziny opcje na dalsze kręcenie były coraz słabsze. Dlatego też, mimo średniej przyjemności, pojechałem na północ po DK57 w stronę Wielbarka, by odwiedzić dwa interesujące miejsca.

Opaleniec.
Kilka kilometrów na północ od Chorzel, jeszcze na terenie woj. mazowieckiego, znajdują się pozostałości dawnej granicy państwowej, oddzielającej m.in. II RP od Niemiec.

Opaleniec.
Dawne budynki graniczne.

Odcinek Chorzele – Piwnice Wielkie.
Jadąc dalej po dosyć ruchliwej DK57 przekraczam granice województw.

Piwnice Wielkie.
W lesie kilkaset metrów od DK57 znajduje się jeden z wielu na tych terenach cmentarzy ewangelickich.



Mając zapas czasu spróbowałem wrócić inną droga niż DK57, ale wjechanie na polno-leśne ścieżki i zakopanie się w gęstym piachu od razu zweryfikowało te plany. Także prawie tą samą drogą wróciłem do Chorzel.
Opaleniec.
Na skrzyżowaniu przy dawnym przejściu granicznym pojawiła się asfaltowa droga prowadząca do stacji kolejowej w Chorzelach. Tam też była i mocno zarośnięta bo i nieużywana śmieszka rowerowa, tu kompletnie zbędna, a tak bardzo potrzebna wzdłuż DK57.

Chorzele PKP.
Stacja leży poza miejscowością, ale zarówno pociągiem z Olsztyna jak i pociągiem do Ostrołęki trochę osób pojechało. Oba szynobusy mają przewóz rowerów i to jest super przy planowaniu wyjazdów rowerowych.

Pociąg Chorzele – Ostrołęka.
W małym szynobusie Kolei Mazowieckich jest miejsce na rowery, łącznie na trasie do Ostrołęki jechało ich tego dnia 7. Co ważne – w KM za rower się nie płaci.

Ostrołęka PKP.
Dzięki działaniom w ostatnich latach ruch kolejowy w Ostrołęce zaczyna być coraz lepiej zorganizowany. Krzyżują się tu czynne w ruchu pasażerskim linie do Szczytna, Tłuszcza i Łap, a jest jeszcze nieużywana linia do Małkini.

Śniadowo PKP.
Ja z Ostrołęki pojechałem podlaskim szynobusem, który łączy to miasto z Białymstokiem. Kursów jest póki co mało, bo tylko 2 na dobę w obie strony, ale w moim wypadku wieczorny powrót idealnie wpisywał się w harmonogram wycieczki. Warto żeby było więcej, i żeby ta reaktywowana po wielu latach przerwy linia kolejowa zaczęła znów normalnie funkcjonować.
Dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne relacje.
