Tydzień po świętach wielkanocnych wybraliśmy się ze starszym synem na trzydniowy wypad do Londynu, gdyż Wielka Brytania była do tej pory białą plamą na mapie naszych podróży. Polecieliśmy tam w obie strony Wizzairem z Lublina, a na miejscu poruszaliśmy się przede wszystkim miejskimi rowerami i pieszo, wspomagając się także metrem i piętrowymi autobusami. Program był intensywny i bogaty, a obejmował m.in.: zwiedzanie Emirates Statium, na którym gra Arsenal Londyn; zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej; Pałac Westminsterski, Opactwo Westminsterskie i Big Ben; Hyde Park i Pałac Kensington; Pałac Buckingham i The Mall; Downing Street; dzielnicę Greenwich ze słynnym Królewskim Obserwatorium Astronomicznym i pieszym tunelem pod Tamizą; Chinatown, Piccadilly Circus i Trafalgar Square; City of London, London Tower i Tower Bridge; dzielnicę Vauxhall z siedzibą MI6; związany z Titanicem Oceanic House, dawną siedzibę White Star Line.
Podsumowując – miasto do którego miałem do tej pory neutralne podejście jest niesamowite i bez dwóch zdań warte odwiedzenia. Dziś krótka foto-zajawka, pełna relacja będzie za jakiś czas.
W obie strony lecieliśmy Wizzairem z Lublina do Luton. Dwa bilety w obie strony kosztowały 358 zł na Wizzair Discount Club. Lecieliśmy we czwartek o 9:35, wracaliśmy z Luton w niedzielę o 5:25.

Buckingham Palace i Santander Bike, dawne Boris Bike, czyli nasz podstawowy środek lokomocji. Jedyne 3 funty za dobę za rower, 30 min. darmowe, potem wystarczy zmienić rower na stacji.

Na czerwono mapa odcinków, które pokonaliśmy rowerem.

Kilka razy jechaliśmy też czerwonymi piętrowymi autobusami, za każdym razem mając szczęście siedzieć na przodzie na górnym pokładzie. Wrażenia – fantastyczne, koszt – 1,75 funta za godzinę jazdy.

Pierwszy punkt programu, od razu po przyjeździe na dworzec St Pancras International czyli piękny i nowoczesny Emirates Stadium Arsenalu. Koszt zwiedzania: 30 funtów dorosły, 20 funtów dziecko.

Emirates Stadium. Zwiedzanie jest indywidualne, więc na loży VIP można sobie siedzieć i siedzieć…

Muzeów w Londynie jest na pęczki, więc musieliśmy wybierać. Padło na Muzeum Historii Naturalnej, do którego darmowe wejściówki rezerwowałem jeszcze w Polsce. Inaczej trzeba stać w wielkieeeeej kolejce.

Muzeum Historii Naturalnej. Jest po prostu wspaniałe i wielkie, byliśmy tam parę godzin, ale to trzeba na parę razy i na parę dni, żeby obejrzeć wszystkie wystawy. Wrażenie robi przede wszystkim część dotycząca dinozaurów.

Dworzec St Pancras International, na który dojechaliśmy pociągiem z Luton, a potem wracaliśmy na lotnisko. Łącznie pociągi w obie strony, w tym wahadłowy DART z lotniska na stację Luton Airport Parkway kosztowały nas 239 zł. Z tego dworca odjeżdżają m.in. pociągi Eurostar pod Kanałem La Manche do Paryża, Brukseli czy Amsterdamu (widać go po lewej).

Sąsiadujący z St Pancras International dworzec King’s Cross to z kolei obowiązkowy punkt programu zwiedzania Londynu dla fanów Harrego Pottera.

Ja Harrego Pottera nie czytałem, ale Leadenhall Market znajdujące się w dzielnicy City to kolejny punkt z nim związany.

Big Ben po remoncie prezentuje się znakomicie. Obok niego Pałac Westminsterski, w oddali London Eye.

Big Ben ma też swój model w sklepie LEGO Store przy Leicester Square, wpadliśmy tam tuż przed zamknięciem.

Pałac Westminsterski.

Po drugiej stronie ulicy względem Pałacu stoi Opactwo Westminsterskie.

Znany m.in. ze Speakers’ Corner Hyde Park to świetne miejsce do jazdy na rowerze, tyle że wiele alejek ma zakaz jazdy i ściemnianie że się nie wiedziało nic nie pomoże, bo napisy o tym mówiące są wszędzie.

Jeden z królewskich obiektów czyli Kensington Palace w Hyde Parku.

Tower Bridge, słynny most z podnoszonym środkiem. Niektóre miejsca lepiej przejść pieszo, bo rowerem musielibyśmy po ulicy.

Twierdza Tower of London, a w tle wieżowce City of London, z uroczym korniszonem.

Jadąc do Greenwich warto odwiedzić pieszy tunel pod Tamizą. Tam jest bezwzględny zakaz jazdy rowerem, choć dostawcy jedzenia go łamią. Niestety stacja Santander Bike jest tylko po stronie północnej, część z Greenwich w ogóle nie ma stacji rowerowych.

Południowy brzeg Tamizy w Greenwich, zabudowa dawnych obiektów edukacyjnych marynarki, w tle Isle of Dogs oraz wieżowce kompleksu Canary Wharf.

Królewskie Obserwatorium Astronomiczne w Greenwich, gdzie przebiega południk zero.

Panorama Londynu z tarasu przy Obserwatorium. Widać zakole Isle of Dogs, wieżowce kompleksu Canary Wharf, halę sportową O2 i jeden z dziesiątek samolotów, które od tej strony non stop podchodzą do lądowania na Heathrow.

Ostatnie lata to duże inwestycje Londynu w rozwój ruchu rowerowego. I ten ruch widać, na rowerach jeździ mnóstwo ludzi.

Jedna z wielu dróg dla rowerów w centrum – Constitution Hill, łącząca Łuk Wellingtona z Pałacem Buckingham.

Jak królowie przejechaliśmy też rowerami po The Mall, reprezentacyjnej alei łączącej Trafalgar Square z Pałacem Buckingham.

Zasady jazdy rowerem po Londynie są dosyć proste – albo droga dla rowerów, albo ulica, w tym także po buspasach które praktycznie wszystkie są dostępne dla rowerów. Po chodnikach się nie jeździ i bardzo dobrze. Natomiast co ważne – całe wielkie centrum funkcjonuje w ramach strefy ograniczonej prędkości do 20 mil/h (ok. 32 km/h) o czym świadczą namalowane co chwila znaki na jezdniach. I to jest egzekwowane, piractwo się tępi, dlatego ruch drogowy jest uspokojony i mimo dużego natężenia spokojnie poruszaliśmy się pomiędzy taksówkami, autobusami i samochodami.

Stare i nowe, rejon City of London.

Piękny korniszonek, który wcale nie musi być najwyższy, żeby był piękny.

Mając rowery pojechaliśmy też na południe od Westminster do dzielnic Vauxhall, zobaczyć słynną siedzibę MI6, której się wybuchło w Skyfall.

Chinatown to pełna ludzi prawdziwie chińska dzielnica, w której dobrze pójść i coś zjeść. My dwa razy wybraliśmy jedzenie bez limitu za 15 funtów/osobę.

Ponieważ jestem wielkim fanem Imperium Rzymskiego, to i szukam jego śladów gdzie się da. W rejonie Tower of London znajduje się jedno z miejsc, gdzie przebiega mur z I wieku otaczający rzymskie Londinium. Bo to właśnie Rzymianie założyli Londyn dwa tysiące lat temu. Widać też fragment współczesnego pomnika cesarza Trajana.

Noc nie przeszkadza w jeździe rowerem po mieście, Santander Bike mają dobrze oświetlenie. Tu Tamiza i słynne London Eye.

Piccadilly Circus, czyli taki reklamowy odpowiednik Times Square w Nowym Jorku.

Trafalgar Square, już po nocy i okazały gmach The National Gallery.

Centrum Londynu żyje na 200%, bary i puby są zwalone ludźmi.

Niebieski to mój ulubiony kolor, więc i ta kamienica mi się bardzo podobała.

Pamiętałem o tym przed wyjazdem i prawie byśmy zapomnieli w noc powrotu na lotnisko.
Oceanic House – londyńska siedziba White Star Line, w której sprzedawano bilety na Titanica a przed która zrobiono jedno z najsłynniejszych zdjęć w historii już po katastrofie.

Gdy przed północą trzeciego i ostatniego dnia pobytu szliśmy na dworzec St Pancras, minęliśmy m.in. takiego luksusowego McLarena.

Także czy warto pojeździć rowerem po Londynie? Wg mnie warto, a tani i wygodny system Santander Bike bardzo to ułatwia gdy nie ma się własnego roweru.

Ale żeby nie było – metrem też jechaliśmy, 3 razy. A rowerem bodajże 13 razy. Tyle wstępu, zapraszam za jakiś czas na pełną relację.
