Rowerowe przedwiośnie na Podlasiu [2024] Czyżew – Białystok

W połowie marca br. zorganizowaliśmy spontaniczny wypad rowerowy po zachodniej części woj. podlaskiego z Czyżewa do Białegostoku. Przejechaliśmy łącznie 96 km, zaliczając po drodze dolinę Narwi i ognisko przy najwyższej wieży widokowej w województwie w Uhowie, a już po nocy objeżdżając co nieco stolicę, czyli Białystok. Było miło i przyjemnie, choć trochę deszczowo.


Czyżew.
Parking przy stacji kolejowej w Czyżewie wyznaczył start i metę wycieczki. Ponieważ w ten weekend jechałem po teścia pod Zambrów, więc wywożąc jeden rower zabrałem z Lublina i swój. Na hasło terenu na rowerach od razu zareagował Marek, więc umówiliśmy się około 9 rano w sobotę w Czyżewie.


Czyżew.
Na stację dojechałem tuż przed przyjazdem porannego Intercity „Hańcza”, którym z Warszawy dojechał Marek.


Trasa wycieczki.
Pomysł był prosty i gdy tylko się da połączony z pociągami. Dystans z Czyżewa do Białegostoku (ok. 90 km) był optymalny na cały dzień jazdy z czasem wolnym na ognisko, a później wieczornym powrotem pociągami do Czyżewa i Warszawy.
Cały czas jechaliśmy mniej więcej wzdłuż linii kolejowej Warszawa – Białystok.


Odcinek Czyżew – Szepietowo.
Przez pierwsze 20 km nic się nie działo, płasko i co chwila jakieś zakręty.


Są to tereny typowo rolnicze, po drodze w zasadzie nie ma atrakcji. Jest natomiast charakterystyczny zapach oborników, w końcu jesteśmy w rejonie Wysokiego Mazowieckiego gdzie siedzibę ma potentat branży mlecznej – Mlekovita.


Czasami asfalt się kończy, ale piach który mnie pokonał trafił się tylko raz.


Po zimnym poranku robi się ciepło, czas się rozebrać.



Pomnik przy drodze.


Ostatnia prosta przez las przed Szepietowem.


Szepietowo.
Miło widzieć dobre stojaki rowerowe typu U pod zadaszeniem przy stacji kolejowej.


Odcinek Szepietowo – Łapy.
Za Szepietowem krajobraz w zasadzie się nie zmienia.


To co zwraca uwagę to dosyć powszechne zaniedbanie okolicy, dużo średniej urody gospodarstw, porzuconych domów i śmieci w rowach.


Przerwa na drugie śniadanie w sosnowym zagajniku.


Urocze rozstaje.


Na oponach 1,4 jazda po piachu jednak nie wychodzi.


Przejeżdżamy linię kolejową nr 36 łączącą Łapy z Ostrołęką. Jest to niezelektryfikowana jednotorowa linia, na której w marcu 2024 roku wznowiono kursowanie pociągów regionalnych Białystok – Ostrołęka. Tyle że dwie pary na dobę to nie jest oferta a alibizugi.


Łapy.
W Biedronce na wlocie do miasta zrobiliśmy dodatkowe zakupy przed ogniskiem, a potem z jednym postojem w centrum przy „witaczu” polecieliśmy dalej. W Łapach niewiele jest do zobaczenia, aczkolwiek miasto znane było kiedyś z nieistniejących już Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego.


Łapy – Uhowo.
Za miastem dojeżdżamy do Narwi i Narwiańskiego Parku Narodowego. Widoczna wieża widokowa była nieczynna z uwagi na zły stan techniczny.


Panorama doliny Narwi z mostu drogowego.



Uhowo.
Gdy byliśmy przy Narwi zaczęło kropić, radar opadowy pokazywał że wkrótce będzie pewnie lało, także daliśmy gaz do dechy, by zdążyć dojechać do wieży widokowej.


Uhowo.
Plan się powiódł i po 2 km jazdy jeszcze nie lało. Niedaleko od Uhowa w niewielkim kawałku lasu zbudowano miejsce turystyczne którego główną atrakcją jest najwyższa w województwie wieża widokowa. Niestety zbudowano też „parking” rowerowy – drewniany, taki kompletnie bez sensu i nieprzydatny. Coś jak łazienka u Solskich z Kogla Mogla. A dużo roboty tu nie ma, wystarczy wywalić tą rzeźbę ze środka i wstawić kilka metalowych stojaków U-kształtnych.


Na szczęście reszta terenu jest ok, zwłaszcza wieża widokowa o wysokości 44 m.


Uhowo.
Wiata ze stołem i ławkami też jest fajna i tam właśnie schowaliśmy się przed deszczem. W pobliskich drzewach było dużo gałęzi więc zatargaliśmy to pod dach, by w czasie opadu pociąć to na kawałki przy użyciu zestawu który zawsze wożę ze sobą czyli piłki i siekierki. Gdy deszcz osłabł, odpaliliśmy ognisko.


Ogień miał się dobrze więc kiełbasy poszły w ruch.


W przerwie pomiędzy kiełbasami odwiedzamy wieżę. Niestety pogoda była pod psem, więc widoki nie były imponujące.


W oddali dolina Narwi, choć niewiele co widać.


Uhowo.
Gdy dochodziła 16 zaczęliśmy się zbierać. Do Białegostoku mieliśmy trochę ponad 20 km, a do pociągów około 4h, więc z dużym zapasem.


Ruszamy w stronę Białegostoku po przebudowanej DW682.


Odcinek Uhowo – Białystok.
Na całej trasie (tylko z Uhowa trzeba wyjechać inaczej niż my) jest droga dla rowerów lub asfaltowa serwisówka, więc przykład warty naśladowania.


Białystok.
Około 17:30 czyli tuż przed zmrokiem docieramy do stolicy województwa podlaskiego.


Mijamy stadion klubowy Jagiellonii Białystok. A mając spory zapas czasu decydujemy się odwiedzić dwa pałace zlokalizowane w południowo-wschodniej części miasta.


Jako pierwszy Pałac Lubomirskich z połowy XIX wieku, odbudowany w latach 60-tych po zniszczeniu w czasie II wojny światowej. W otaczającym go parku było totalnie ciemno, więc jedynie światło lampki rowerowej cokolwiek mogło pomóc.


Niedaleko od Pałacu Lubomirskich znajduje się Pałac Hasbacha, również z XIX wieku.


Ewakuujemy się pomału do centrum, a tam oczywiście najbardziej znany zabytek miasta – Pałac Branickich.


Pałac Branickich.


Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, będąca połączeniem starego (późnorenesansowego) i nowego (neogotyckiego) kościoła.


Przed nami Rynek Kościuszki.


Rynek Kościuszki z ratuszem, będącym siedzibą Muzeum Podlaskiego.


Jadąc w stronę dworca kolejowego mijamy Sobór św. Mikołaja, czyli prawosławną katedrę z połowy XIX wieku.


Dworzec kolejowy. Jazdę kończymy wynikiem 96 km.


Wnętrze budynku dworca w Białymstoku robi bardzo dobre wrażenie.


Ale najlepsze wrażenie robi budowana aktualnie hala peronowa, gdyż cały dworzec jest przebudowywany. Niestety, w moim miasteczku na dworcu Lublin Główny również taka hala była planowana, ale kolej z niej zrezygnowała, pozostawiając prowincjonalną wiatę nad peronami.


Znów zaczyna lać deszcz. Żegnam się z Markiem i wsiadam do swojego regio, który zawiezie mnie do Czyżewa. Marek wraca pół godziny później Intercity do Warszawy.


Czyżew.
Pociąg kończy bieg, a ja część rowerową. Natomiast tu znów trzeba pochwalić projektantów, bo na peron w Czyżewie (ale też Szepietowie i pewnie nie tylko), da się dostać jak człowiek po pochylniach. To taka miła odmiana przy spartaczonych stacjach na linii Warszawa – Lublin, gdzie przejazdy po torach przebudowa zamieniła na zbyt ciasne windy, gdzie rower z kompletem sakw się nie mieści (i trzeba je ściągać), a mając przyczepkę z dzieckiem trzeba kursować na parę razy góra-dół.
Także wracam do samochodu, ładuję rower na dach i lecę jeszcze kawałek na północ, zaliczając po drodze ciężką ulewę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *