Green Velo z synem z Zamościa do Przemyśla [2021] Dzień 3: Narol-lasy k/Budomierza

Kolejny dzień w trasie, czyli dzikie i majestatyczne Roztocze Wschodnie. Wyjeżdżając znad Tanwi koło Narola ruszyliśmy po Green Velo przez pola i lasy, odwiedzając Hutę Złomy, cmentarz w Starym Brusnie, Horyniec Zdrój i cerkwie w Radrużu. Po przeczekaniu burzy i kolejnych kilometrach kręcenia rozbiliśmy się w lesie przed Budomierzem, 3 km od granicy z Ukrainą.
Łącznie na rowerach przejechaliśmy 48 km.


Jędrzejówka k/Narola.
Była 3:50 nad ranem, zaczynał się dzień a ja nie byłem już w stanie spać, bo na dworze trwał koncert ptasich śpiewów. Istna poezja, do tego ta mgiełka znad płynącej obok Tanwi.


Na naszym polu namiotowym zaczął się dzień, który przyniósł od razu upał. Skorzystaliśmy z bardzo fajnego stolika by zjeść na spokojnie śniadanie, a po nim zbierać namiot i graty.


O 8:30 byliśmy już gotowi do wyjazdu, a w międzyczasie przyjechali właściciele, by kontynuować prace przy drewnianym domku. Spędziliśmy dobre pół godziny na rozmowach, naprawdę żal było wyjeżdżać. Polecam gorąco skorzystanie z tego pola, niech się ma dobrze i rozwija:
https://goo.gl/maps/KGdh9eZzgHZKALNZ7
tel. do właścicielki: +48 604-392-820


Trasa wyjazdu.
Dzień 1: (Lublin pociąg) – Zamość – Krasnobród (37,3 km)
Dzień 2: Krasnobród – Majdan Sopocki – Susiec – Rebizanty – Narol (47,6 km)
Dzień 3: Narol – Stare Brusno – Horyniec Zdrój – Radruż – lasy koło Budomierza (48 km)
Dzień 4: Lasy koło Budomierza – Wielkie Oczy – Korczowa – Chotyniec (54 km)
Dzień 5: Chotyniec – Bolestraszyce – Przemyśl (43,5 km)
Dzień 6: Przemyśl – (Lublin pociąg) (6 km)


Jędrzejówka.
Pożegnawszy się z właścicielami ruszyliśmy na południe, od razu wjeżdżając na szlak Green Velo. Niedaleko od miejsca noclegu zjechaliśmy na chwilę w bok, by odwiedzić leśny cmentarz choleryczny z 1915 roku.


Odcinek Narol – Huta Złomy.
Leżał biedak rozjechany na drodze…


Na zdjęciach prawie nie ma tabliczek Green Velo, więc jedna specjalnie razem ze znakami szlaków rowerowych okolic Narola (te kiedyś też odwiedzimy).


Odcinek Narol – Huta Złomy.
Była sobota, ruch niewielki, więc jechało się fajnie.


Przed Hutą Złomy tabliczka przy drodze zaprasza nas by odwiedzić źródło Tanwi (jedno z kilku). Odbijamy więc w lewo w las po ziemno-kamienistej ścieżce i zostawiamy rowery przy wiacie, by zejść niżej do źródła.


Sakwiarzy nie ma specjalnie dużo, ale co kilka godzin kogoś mijamy jadącego w przeciwnym kierunku. Tu pierwsza ekipa tego dnia. Było mega gorąco, więc Tomek dosyć szybko zaczął chcieć lody. Sprawdziłem na mapie, że w Hucie Złomy miał być sklep…


Huta Złomy.
Na krzyżówce w lewo, tam dalej jest MOR GV, a za MOR-em miał być sklep. No i… nie było. Zlikwidowany…


Odcinek Huta Złomy – Nowe Brusno.
Minęliśmy miejsce nieszczęsnego sklepu i się zaczęło. Dzieci wiele zniosą, upały, zmęczenie, bród, brak telefonu, ale nie brak sklepu z lodami który miał być, a go nie było. Jedyny porządny foch i złość na wyjeździe miał miejsce zaraz po wjechaniu w las za Hutą Złomy. Rower na ziemię i 'mam was wszystkich gdzieś’ z zwłaszcza te głupie mapy Google. Trochę to trwało, ale świadomy sytuacji że i tak trzeba jechać dalej wrócił, wsiadł na rower i pojechał, marudząc jeszcze przez wiele kilometrów, podczas gdy do kolejnego sklepu było tych kilometrów jeszcze więcej.


Odcinek Huta Złomy – Nowe Brusno.
Green Velo w tej części szlaku wiedzie kilometrami przez lasy z zakazem ruchu samochodowego lub ruchem na poziomie samochodu na godzinę. Dużo jest też asfaltu. To zdecydowanie jedna z najlepszych części całego GV.



Poezja do jazdy rowerem, lasy, asfalt, brak samochodów.


Poprzedni MOR był przed lasem, a następny będzie dopiero w Nowym Brusnie, więc przerwę zrobiliśmy sobie na środku pustej drogi w cieniu, zostawiając rowery na bocznej ścieżce.



Odcinek Huta Złomy – Nowe Brusno.
Skończył się las (na jakiś czas) i wyjechaliśmy na rozległą polanę, mijając jeden z dziesiątków krzyży bruśnieńskich stojących przy drogach czy na cmentarzach.


Jeszcze tylko górka, trochę prostej i będziemy w Starym Brusnie.


Stare Brusno.
Dawniej była tu duża wieś i słynny ośrodek kamieniarstwa. Później przyszły wojny, odeszli Polacy, Ukraińcy i został tylko cmentarz. By do niego dotrzeć trzeba zjechać w dół od głównej drogi leśną ścieżką.


Cmentarz w Starym Brusnie.
W miejscu dawnej wsi rośnie dziś las, a pozostałością po mieszkańcach są kamienne nagrobki. Całość robi niesamowite wrażenie.




Pomiędzy nagrobkami znajdują się wydeptane ścieżki, więc cmentarz można dosyć łatwo obejść. Na jego końcu są też pozostałości fundamentów cerkwi i jej upamiętnienie.
Po wizycie ruszyliśmy, a w zasadzie wepchaliśmy rowery pod górę i wróciliśmy do głównej drogi.



Odcinek Huta Złomy – Nowe Brusno.
Ze Starego Brusna ruszamy długim zjazdem do Nowego Brusna. 


W Polance Horynieckiej stajemy na chwilę, pytając o najbliższy sklep. Okazuje się, że będzie on dopiero w Horyńcu, czyli za dobre 10 km, co średnio wpłynęło na lodowe potrzeby Tomeczka.
Natomiast w widocznej wiacie trwała impreza, chyba urodzinowa, pogadaliśmy trochę z miejscowymi i dostaliśmy zaproszenie na kiełbasę + alko. Z żalem odmówiłem 😉


Nowe Brusno.
Przy drodze na niewielkim wzgórzu mijamy cerkiew pw. św. Paraskewy z 1713 roku.



Nowe Brusno.
Za cerkwią nieco dalej wśród drzew znajduje się niewielki cmentarz.


Nowe Brusno.
Przerwa na MORze (Miejscu Obsługi Rowerzystów). MOR taki nietypowy, bo za ogrodzeniem i z wejściem przez furtkę, ale przy budynku z zadaszonym tarasem. 


Odcinek Nowe Brusno – Horyniec Zdrój.
W prostej linii główną drogą ten odcinek nie ma nawet 7 km, ale szlak Green Velo odbija w bok w lasy i zakręca na Horyniec dopiero w Nowinach Horynieckich, przez co do pokonania jest ponad 10 km.



Ostatnia prosta przed lodami i obiadem, przecinamy linię kolejową Horyniec Zdrój – Hrebenne. Niestety ruch jest na niej minimalny, tylko w wakacje i tylko w weekendy jeździ tu jedna para regio Lublin – Jarosław – Lublin i druga Rzeszów – Zamość – Rzeszów. To dużo za mało jak na potrzeby turystyki rowerowej.


Była 13:15 i jak sama nazwa wskazuje dojechaliśmy do Horyńca.


Horyniec Zdrój.
Wizja twórcy vs potrzeby użytkownika. Stojaczki wyrwikółka czyli rozwiązanie nie nadające się do niczego, więc gdy poszliśmy na pizzę rolę podpórki pełnił betonowy kwietnik. Nikt z obecnych rowerzystów w tym innych sakwiarzy nie użył „stojaka” by postawić rower. Obiad jedliśmy w Barze Smakosz w samym centrum Horyńca, pizza była ok, przed lokalem jest parę stolików, my jedliśmy na ogródku schowanym z tyłu, od czasu do czasu wychodząc na ulicę i patrząc czy rowerów nikt sobie nie zabrał (i nie zabrał).


Po obiedzie zrobiliśmy zakupy w tym lody. Od incydentu w lesie minęło prawie 5 godzin, więc była to konkretna nauka cierpliwości u Tomka. Park Zdrojowy jest ładny, ale brakuje mu dużych drzew, znanych chociażby z Nałęczowa. No a że były fontanny to gdzieżby nie skorzystać?



Cafe Sanacja po prawej w Parku Zdrojowym, bardzo klimatyczne miejsce na spędzenie wieczoru.


Odcinek Horyniec Zdrój – Radruż.
Było po 15:30, gdy pokonywaliśmy krótki odcinek łączący obie miejscowości. Z nieba tymczasem zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu, zapowiadające to co zdarzyło się później.


Radruż.
Wiele w życiu widziałem, ale ten przystanek był najbardziej luksusowy ze wszystkich.


Radruż.
Dotarliśmy już prawie pod granicę z Ukrainą, wzdłuż której dalej pojedziemy do Przemyśla. Przy zespole cerkiewnym jako pierwszy mijamy cmentarz prawosławny.



Radruż.
W budynku muzeum, czekając na godzinę zwiedzania cerkwi, obejrzeliśmy piękną wystawę zdjęć.


Radruż.
Zespół Cerkiewny w Radrużu to miejsce przepiękne i jeśli czegoś żałuję, to że nie spaliśmy w namiocie pod jego murem. Drewniana XVI-wieczna cerkiew pw. św. Paraskewy to obiekt znajdujący się na liście UNESCO, nie pełniący już funkcji sakralnych a muzealne.


Cerkiew w Radrużu.
Zaparkowaliśmy rowery przy budynku muzeum i kupiliśmy bilety by zwiedzić wnętrze. Gdy czekaliśmy na godzinę 16 (zwiedzanie jest o pełnych godzinach) przyszła burza i ciężka ulewa. W grupie kilku osób przez całą godzinę słuchaliśmy pani przewodnik (pozdrawiamy!) siedząc pod sobotem, chroniącym nas przed deszczem i oglądając wnętrze.



Po zakończeniu zwiedzania deszcz zaczął ustępować, Tomek dopił czekoladę i ruszyliśmy w dalszą drogę.


W Radrużu jest jeszcze druga cerkiew pw. św. Mikołaja Cudotwórcy z 1931 roku, obecnie kaplica katolicka. Stoi ona na górce nieco w oddali od drogi prowadzącej do Budomierza (są tabliczki kierunkowe).


Odcinek Radruż – Budomierz.
Wyjechaliśmy z Radruża kierując się na południowy-zachód, mając wokół siebie burzowe chmury. Kierunek ich ruchu był jednak optymistyczny i nie zanosiło się na dalsze ulewy do wieczora.



Upału już nie było, za to rześkie wilgotne powietrze i piękne lasy. Granica z Ukrainą była miejscami tuż obok, mniej niż 200 m. 


Odcinek Radruż – Budomierz.
Huta Kryształowa – budynek starej gorzelni z początku XX wieku.


Dojechaliśmy do Huty Kryształowej, stanęliśmy na MORze i myśleliśmy co zrobić z noclegiem, bo lasy przez które jechaliśmy były trudno dostępne – gęste i podmokłe. Do tego był czerwiec, więc klasyczne miejscówki na polach po żniwach odpadały.
Po wyjechaniu z Huty stanęliśmy, by przebrać się w długie spodnie i buty, nie że było zimno, ale by lepiej ochronić się przed kleszczami włażąc w las.


Lasy między Hutą Kryształową i Budomierzem.
Podjęliśmy cztery próby znalezienia noclegu w lesie. Pierwsza nieudana przez stojącą wodę, druga przez ściernisko, trzecie miejsce nie było osłonięte od drogi, za to czwarte było idealne – około 100 m leśną ścieżką w bok i pod drzewami. Słońce było już nisko na horyzoncie, gdy zaczęliśmy rozbijać namiot.


Tego dnia szef kuchni przygotował rosół z kostek i makaron świderki. Latające robactwo trochę przeszkadzało, więc dopiero duża ilość spraya na komary pomogła.


Namiot stał, kolacja była zjedzona. Na koniec tylko pozostało rzucić rowery za namiot na ziemię i można było iść spać. Od granicy byliśmy 3,2 km w prostej linii więc raczej nie groziła nam nocna wizyta straży granicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *