Green Velo z synem z Zamościa do Przemyśla [2021] Dzień 2: Krasnobród-Narol

Drugiego dnia wyjazdu z Tomkiem z Zamościa do Przemyśla pokonaliśmy odcinek Krasnobród – Narol, odwiedzając po drodze zalew w Majdanie Sopockim, Susiec oraz rezerwat „Nad Tanwią” ze słynnymi szumami. Pod koniec dnia wjechaliśmy wreszcie na szlak Szlak Green Velo, którym podążaliśmy już do końca wyjazdu. Łącznie przejechaliśmy 47 km, śpiąc kolejną noc także w namiocie.


Krasnobród.
W drzewach nad głowami całą noc ptaki dawały koncert, więc nad ranem trudno było już mówić o spaniu. Dla Tomka nie był to problem, ale ja żeby nie nudzić się w namiocie po 5 rano byłem już na dworze. Poranek był ciepły, rześki, po prostu idealny.


Krasnobród.
Dla zabicia czasu zrobiłem sobie pieszą wycieczkę nad zalew i dookoła niego.
Tuż przy polu namiotowym biegnie droga dla rowerów, której oznakowanie bawi mnie za każdym razem, gdy ją widzę. No projektant chciał dobrze, ale zupełnie mu nie wyszło.


Miejscowy zalew i plaże są bardzo popularne wśród turystów, miasto jest także jednym z dwóch – obok Nałęczowa – uzdrowisk w woj. lubelskim. O 5:35 były jeszcze poranne mgły, poza tym prawie nikogo.


Inna część zalewu w Krasnobrodzie, położona przy pięknym sosnowym lesie.
I tylko te paskudne i zbędne żółte barierki…


Trasa wyjazdu.
Dzień 1: (Lublin pociąg) – Zamość – Krasnobród (37,3 km)
Dzień 2: Krasnobród – Majdan Sopocki – Susiec – Rebizanty – Narol (47,6 km)
Dzień 3: Narol – Stare Brusno – Horyniec Zdrój – Radruż – lasy koło Budomierza (48 km)
Dzień 4: Lasy koło Budomierza – Wielkie Oczy – Korczowa – Chotyniec (54 km)
Dzień 5: Chotyniec – Bolestraszyce – Przemyśl (43,5 km)
Dzień 6: Przemyśl – (Lublin pociąg) (6 km)


Krasnobród.
Po okrążeniu zalewu pieszo wróciłem do namiotu, by obudzić Tomka i zacząć przygotowania do wyjazdu. Zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się, pogadaliśmy jeszcze z właścicielem i po 8:40 już w niezłym upale ruszyliśmy w trasę, robiąc jeszcze kółko rowerami wokół zalewu.


Odcinek Krasnobród – Majdan Sopocki.
Już na początku dnia czekał nas dosyć długi podjazd, ale po równej i póki co niezbyt ruchliwej drodze. Gdy było za stromo, pchaliśmy.



Po ok. 4 km jazdy w Wólce Husińskiej odbiliśmy w lewo, na szutrowo-leśną drogę stanowiącą skrót do Majdanu, bez jechania przez Długi Kąt.


Na nawierzchni trochę bujało, ale trasa była bardzo przyjemna. Żadnych samochodów, dookoła tylko lasy.


W rejonie wsi Husiny wyjechaliśmy na piękną kolorową śródleśną polanę. To serce Roztocza Środkowego, oaza ciszy i spokoju.


Okolice wsi Husiny. Zauroczony tym miejscem Tomek latał z aparatem i robił wszędzie dookoła zdjęcia.



Odcinek Krasnobród – Majdan Sopocki.
Minęliśmy Husiny i znów byliśmy w lesie. Trafiliśmy tam na jakiś lokalny szlak rowerowy, a jednocześnie ciężki piach. Nie był to jakiś strasznie długi odcinek, ale zasada jest prosta: nawierzchnia szlaku rowerowego ma być przejezdna zawsze i dla każdego, inaczej szlak jest sztuką dla sztuki. Na piachu pieniędzy na turystyce rowerowej się nie zarobi. Jakby to nie był szlak rowerowy, to nie byłoby problemu, no może aby uciążliwość dla nas.



Najgorszy piach się skończył i choć nie było do końca twardo, to dało się ciężkim rowerem jechać. Za to urozmaicony roztoczański krajobraz robił swoje i zbierał punkty dodatnie.


Chciałoby się tu siedzieć godzinami, ale zalew nad Majdanem i planowana tam przerwa wzywały.
W Ciotuszy Starej wjechaliśmy znów na asfalt i po przekroczeniu drogi wojewódzkiej Józefów – Tomaszów Lubelski po paru km byliśmy już w Majdanie Sopockim.


Majdan Sopocki.
Zrobiliśmy szybkie zakupy picia, lodów i jedzenia w sklepie przy drodze i pognaliśmy nad zalew.


Było po 11, więc upał był na całego. Mimo piątku ludzi jeszcze było mało, więc zamelinowaliśmy się pod sosnami.


Majdan Sopocki.
Korzystając z pogody Tomek nie mógł nie zaliczyć kąpieli. Wyciągnięcie go z wody i ruszenie w dalszą drogę nie było łatwe.


Odcinek Majdan Sopocki – Susiec.
Z Majdanu wyjechaliśmy po 13 drogą do Suśca. Żeby nie dublować trasy z 2020 roku pojechaliśmy przez Grabowicę, co wymagało zaliczenia widocznego podjazdu.


Widoczny las to fragment pomiędzy Majdanem Sopockim, Nowinami i Hamernią.


Odcinek Majdan Sopocki – Susiec.
Krajobrazy Roztocza Środkowego.


Jazda przez Grabowicę miała ten plus, że na końcu mieliśmy wieżę widokową i długi zjazd do Suśca.


Panorama Roztocza z wieży widokowej koło Suśca. Sam Susiec widać w dolinie, a lasy za nim to Puszcza Solska.


Susiec.
A właściwie ziuuuuuu do Suśca z górki koło wieży widokowej.


Na chwilę wjechaliśmy na odcinek po którym biegnie Green Velo i Centralny Szlak Rowerowy Roztocza, którym jechaliśmy rok wcześniej.


Obiad w centrum Suśca, przyjemne miejsce dla dzieci – Duet bistro na przeciwko Lewiatana, chociaż tortilla nie urywała.


Po obiedzie ruszyliśmy dalej. We wschodniej części miejscowości stoją Kargul i Pawlak, bo tu właśnie urodził się reżyser Samych Swoich Sylwester Chęciński. Sam pomnik rok wcześniej stał po drugiej stronie ulicy na skrzyżowaniu, teraz miejsce jest zdecydowanie lepsze.


Nie jechaliśmy po Green Velo od Suśca, bo w programie były jeszcze szumy nad Tanwią. Nie planowane wcześniej, bo to jednak trochę w bok i godzina z czasu jazdy, ale kol. Leszek Grabowski podziałał i nie dał mi przejechać koło nich obojętnie.


Droga Susiec – Rebizanty.
Jedziemy i nagle stop, Tomek się zatrzymuje. Pytam o co chodzi, ale nie chce powiedzieć. Mija dłuższa chwila i widzę telefon leżący na jezdni, słyszę też połączenie na głośnym. Nic się nie stało, po prostu 9-latek chciał zadzwonić do mamy stojąc na rowerowej części jezdni, w lesie na zakręcie.
Dlaczego o tym piszę, skoro to przykład nieodpowiedzialnego zachowania?
Bo dorośli jak Polska długa i szeroka oczekują, że dzieci będą na drodze odpowiedzialne, jednocześnie ci sami dorośli całkowicie nieodpowiedzialnie jeżdżą za szybko w zabudowanym, wyprzedzają na przejściach a rowerzystów w zbyt małej odległości. A dzieci były, są i będą nieodpowiedzialne do pewnego wieku – i każdy odpowiedzialny dorosły musi brać na to zawsze poprawkę.


Huta Szumy.
Minęliśmy parking przy rezerwacie, rzekę Tanew i stylizowane budki w miejscu gdzie kiedyś była granica zaborów. Za budkami odbiliśmy w prawo, by dojechać do Gargamela i parkingu przy szumach.


Rezerwat nad Tanwią.
Z rowerami, a tym bardziej z sakwami ciężko jest jechać przy rzece, więc zostawiliśmy je na górze koło Baru u Gargamela.


Rezerwat nad Tanwią.
Każda wizyta tutaj jest niezapomniana, bo i miejsce wyjątkowe w skali kraju. 24 wodospady pochodzenia tektonicznego, powodujące charakterystyczny szum, leżące w głębokiej dolinie i nakryte z góry lasem. Podeszliśmy tylko kawałek w górę rzeki, bo rowery stały na górze bez zabezpieczenia.


Będąc tutaj najlepiej zrobić trasę od parkingu przy głównej drodze, dalej wzdłuż rzeki do polany koło Gargamela, a następnie wrócić przez las i przy rzece Jeleń do Suśca. Tam właśnie po drodze znajduje się najwyższy z wodospadów – na Jeleniu, liczący 1,5 m.



Droga Rebizanty – Narol.
Było po 17, gdy wyjechaliśmy z rezerwatu nad Tanwią. Ruszyliśmy w kierunku Narola boczną i pustą drogą na Paary.


W okolicy znajdują się jakieś lokalne szlaki rowerowe, ale do Narola zdecydowaliśmy się pojechać po asfalcie przez Paary.


Zielone pola uprawne jeszcze przed żniwami tworzą majestatyczny krajobraz.



Tomek życzył sobie zdjęcia koników „od zadu” i ich publikację, więc niech ma 😉


Narol.
Barokowy pałac Łosiów z drugiej połowy XVIII wieku znajduje się na północ od miasta. Ostatnio byłem tu jeszcze na studiach, więc ponad 15 lat temu. Teraz niestety obiekt jest niedostępny, trwają jakieś prace remontowe, więc zobaczyć go można było tylko z drogi i to z daleka.


Kolumna Św. Floriana na rynku w Narolu, ufundowana w 1800 roku przez Antoniego Łosia.


Narol.
Dzień się pomału kończył, więc przerwę w Narolu spożytkowaliśmy na chwilę odpoczynku na rynku przy kościele pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny oraz zakupy prowiantu na kolację i śniadanie.


Narol.
Nie do końca było jasne gdzie będziemy spać, chociaż google pokazywało jakieś pole namiotowe poniżej Narola przy szlaku Green Velo. Wyjechaliśmy więc z niego drogą w kierunku Huty Złomy, ponownie mijając malutką już Tanew.


Jędrzejówka k/Narola.
Jechaliśmy drogą i zobaczyliśmy znak po lewej „agroturystyka, pole namiotowe”. Skręciliśmy więc i jedziemy polną drogą, mijamy następny kierunkowskaz na pole namiotowe, jedziemy dalej i przed nami pojawiła się duża wykoszona polana. Na polanie był budynek, pod dachem stół, krzesła, kominek i jeszcze dwa inne obiekty w tym drewniana chata bez okien.


Bezpośrednio przy polance płynęła sobie Tanew, tak mała że chyba kajakiem byłoby już ciężko tu płynąć.


Cała zabawa polegała jednak na tym, że na polu namiotowym nie było żywego ducha, a wszystkie budynki były pozamykane. Pierwszy raz trafiła mi się taka sytuacja, więc wyglądało że pole nie jest użytkowane lub przynajmniej czasowo. Rozbiliśmy więc namiot koło drewnianego domku, spięliśmy rowery i zaczęliśmy robić kolację.


Drugi dzień podróży uczciliśmy prawdziwym ostrym vifonem, jedząc go w namiocie bo na dworze komary dosyć mocno dawały popalić. Po kolacji było już zupełnie ciemno, więc wyszedłem posprzątać gary. No i wtedy przyszedł czas na najlepsze 😉


Na dworzec noc, stoję przy namiocie i porządkuje gary, gdy na drodze przy polu pojawił się samochód, jadący ewidentnie w naszą stronę. Po minucie zaparkował, a z niego wyszła pani pytając o nasz nocleg. Mówię, że taki mamy zamiar, a że nikogo nie było to się rozbiliśmy. Okazało się, że pole jest stosunkowo nowe (od 2020) i faktycznie nie ma na nim obsługi – trzeba dzwonić. Właścicielka z mężem mieszkają niedaleko i widzieli że ktoś przyjechał. Nocleg kosztował nas 30 zł (20 + 10), a bardzo sympatyczna właścicielka otworzyła nam sanitariaty i prysznice. Pogadaliśmy chwilę i po ogarnięciu się poszliśmy spać. A miejsce było super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *