Pierwszy dzień czerwcowego 6-dniowego wyjazdu rowerowego z Tomkiem z Zamościa do Przemyśla. Z Lublina do „perły renesansu” dojechaliśmy z małymi przygodami pociągiem regio, a następnie ruszyliśmy w kierunku Roztocza. Do wieczora udało nam się dojechać do Krasnobrodu, a łącznie pokonaliśmy rowerami 37 km. Pierwszy nocleg, podobnie jak i dwa następne, był w namiocie.
Dworzec Północny w Lublinie.
W zasadzie wyjazd miał się zacząć dzień wcześniej, ale pilne sprawy zmusiły do przełożenia wyjazdu i podróż pociągiem o 9:38 we czwartek, 17.06.2021. Żeby było zabawniej, dopiero wstając po 5 rano zorientowałem się, że za Krasnymstawem jest zastępcza komunikacja autobusowa… Ale o tym dalej.
Jechaliśmy na dwa rowery, 6 sakw + namiot i karimaty. Graty były rozdzielone wg poniższego scenariusza.
Na dużym rowerze:
– sakwa duża 1: 2x śpiwory + 2x poduszki + narzędzia rowerowe
– sakwa duża 2: pełen zestaw kuchenny (garnki, kubki, palnik, butla, jedzenie różne i zapas 3 litrów wody + podręczna woda do picia
– sakwa mała 1: moje ubrania
– sakwa mała 2: mapy i literatura, dokumenty, elektronika i inne akcesoria
– namiot + karimaty
Na małym rowerze:
– sakwa mała 1: ubrania Tomka
– sakwa mała 2: leki, kosmetyczka, inne rzeczy Tomka

Minkowice.
W pociągu Lublin – Zamość, mijamy przepiękny XIX-wieczny dworzec w Minkowicach.

Pociąg Lublin – Zamość.
Ponieważ był środek tygodnia, to nie przewidywaliśmy kłopotów z zabraniem się z dworca północnego, ale o dziwo w szynobusie było mnóstwo ludzi. Okazało się, że jadą nim 4 wycieczki szkolne (w ogóle super sprawa, bo dla dzieci to atrakcja), więc w zasadzie do Rejowca staliśmy w przejściu przy drzwiach.
Kupiliśmy bilety normalny+ulgowy za 26,08 zł i 14 zł za dwa rowery. Pani konduktorka już na peronie spytała się gdzie jedziemy, właśnie przez tą ZKA i mówi, że nie jest w stanie zagwarantować, że autobusy nas zabiorą. Ale wyjścia nie mamy, więc i tak kupiliśmy bilety do Zamościa.

W tłumie chętnych, choć nie tak dużym jak od Lublina, dojechaliśmy do przystanku Wólka Orłowska, gdzie czekała nas przesiadka. Przy peronie czekały dwa autobusy, w tym jeden duży trzyosiowy wysokopokładowy z wielkimi bagażnikami – nasze szanse rosły.

Wólka Orłowska.
Pasażerowie się ładowali do autobusów, o dziwo bardzo dużo było też osób z walizkami. Pytam więc kierowców czy zabierze nas z rowerami i tu jakże miłe zaskoczenie – „oczywiście, proszę wsadzić rowery do bagażników”. Żadnego przekonywania, tak jakby to była oczywistość. Niestety doświadczenie wielu rowerzystów z różnych tras w Polsce z ZKA na liniach kolejowych jest zgoła odmienne. Położyłem rowery jeden na drugi, obok sakwy i tak zmieściliśmy się do jednego luku.

ZKA Wólka Orłowska – Ruskie Piaski.
Pociągiem jest szybciej, ale tak zwiedzamy tereny na południe od Krasnegostawu, w dodatku jadąc wielkim 15-metrowym autokarem po wąskich i krętych drogach.
Tak dojechaliśmy do Ruskich Piasków. Ponieważ wyjęcie i pozakładanie sakw a potem dojechanie do peronu zajęło dłuższą chwilę, to w pociągu byliśmy ostatni. Miła pani konduktorka jednak pilnowała, by pociąg bez nas nie odjechał. Stamtąd ruszyliśmy do Zawady i dalej do Zamościa.

PKP Zamość.
Szynobus pojechał dalej, a my ruszyliśmy stąd do centrum.

Trasa wyjazdu.
Dzień 1: (Lublin pociąg) – Zamość – Krasnobród (37,3 km)
Dzień 2: Krasnobród – Majdan Sopocki – Susiec – Rebizanty – Narol (47,6 km)
Dzień 3: Narol – Stare Brusno – Horyniec Zdrój – Radruż – lasy koło Budomierza (48 km)
Dzień 4: Lasy koło Budomierza – Wielkie Oczy – Korczowa – Chotyniec (54 km)
Dzień 5: Chotyniec – Bolestraszyce – Przemyśl (43,5 km)
Dzień 6: Przemyśl – (Lublin pociąg) (6 km)

Zamość.
Minęło południe, na dworze jest konkretny upał, gdy od południa wjeżdżamy na teren Starego Miasta. Przed nami dawne bastiony i Brama Szczebrzeska.

Mury dawnej twierdzy, miasta idealnego założonego przez kanclerza Jana Zamoyskiego.

Renesansowa katedra pw. Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w której pochowany jest m.in. Jan Zamoyski.

Mimo upału Rynek żyje, widzimy też wielu rowerzystów w tym niektórych z sakwami. Robimy pamiątkowe zdjęcie ze słynnym Ratuszem i idziemy na obiad.

Dochodziła 14, gdy zebraliśmy się w końcu do drogi. Ale zanim, to jeszcze czas na krótki objazd Starego Miasta, na którym dużo się dzieje. Po północnej stronie trwa remont Placu Stefanidesa.

Mijamy też późnorenesansową synagogę zbudowaną w latach 1610-20.

Urocze zaułki Starego Miasta.

Wpadliśmy też na Rynek Wodny, a tam akurat zaczynała się impreza związana z książkami.

Na wschód od Rynku mijamy kościół franciszkanów pw. Zwiastowania NMP. To co widać, to efekt bardzo dużej przebudowy, mającej na celu przywrócenie kościołowi dawnego wyglądu po zmianach z czasach zaborów.

Kolejne wielkie zmiany, dawne skrzyżowanie przy Bramie Lwowskiej, tu całkowicie rozkopane, ale my rowerem dajemy radę.

Opuściliśmy Stare Miasto i ruszamy póki co na wschód, przejeżdżając przez tory linii kolejowej Zawada – Hrubieszów.

W Zamościu w ostatnich latach infrastruktura rowerowa znacznie się poprawiła, ale ta na ul. Krasnobrodzkiej mimo asfaltu nie jest specjalnie oszałamiająca (co chwila zjazdy z kostki, obniżenia, krawężniki).

Droga Zamość – Krasnobród.
Chcąc przejechać z Zamościa na południe w zasadzie nie ma zbyt wielu dróg do wyboru. Ta wiodąca do Krasnobrodu (i nie chodzi tu o wojewódzką 849 tylko gminną?powiatowa? przez Suchowolę) była o tej porze pełna samochodów i jechało nam się źle. Samemu bez problemu, z dzieckiem stres, bo wielu posiadaczy prawa jazdy nie rozumie znaczenia odległości przy wyprzedzaniu rowerzysty, czy prędkości z jaką się to robi.

Zamość leży w Padole Zamojskim, więc nisko, a my pomału wspinaliśmy coraz wyżej.

Za Pniówkiem szczęśliwie pojawiła się droga równoległa do naszej, więc skręciliśmy w nią i 90% samochodów zniknęło. Wreszcie można było spokojnie i bez stresu jechać dalej w pięknych okolicznościach przyrody.

A Zamość coraz dalej i coraz niżej. Samochody się skończyły, ale Tomkowi dalej jechało się źle, mówił że nie ma powera i czuje się jakby coś go blokowało. Stanęliśmy więc, oglądam hamulce czy nic nie trze, tak samo osie kół, podsmarowaliśmy napęd – jedziemy dalej i dalej jest coś nie tak, do tego jeszcze brak sklepów z lodami po drodze. Tymczasem olśnienie – Tomek ostatnio jeździł niewiele, a poprzedni dłuższy wyjazd z noclegiem był w kwietniu. Może urósł? No i urósł – podciągnąłem mu siodełko do góry o 1 cm i to wystarczyło, by wszelkie niemoce zniknęły.

Droga Zamość – Krasnobród.
Ponownie wróciliśmy na „główną” drogę, samochodów było mniej ale niekoniecznie jeździły wolno. Za to zaczynało się wreszcie Roztocze Środkowe, więc przecinając wierzchowiny jechaliśmy góra-dół-góra-dół.

Typowy roztoczański krajobraz, zjeżdżamy do Suchowoli.

W Suchowoli nieco z boku od drogi trafiliśmy na pierwszy sklep, tam koniecznie lody i zakup wody, a że z dzieckiem na wyjazdach rowerowych alkohol nie wchodzi w grę, to w zamian był zimny radler.

Odpoczęliśmy pod sklepem i ruszamy, znów pod górę, zostawiając za plecami Suchowolę.


Czasami było też pchanie, ale im dłużej trwał wyjazd, tym Tomek coraz lepiej dawał sobie radę z górkami.

Była już prawie 19, gdy dojechaliśmy do Krasnobrodu.
Plan z wyjazdem na wieczór zakładał nocleg na kempingu w Zamościu, a potem dojazd do Suścia. Zmiany sprawiły, że naturalną metą pierwszego etapu był właśnie Krasnobród.

Krasnobród.
Wjechaliśmy od strony Podklasztoru, więc na początku zajechaliśmy do kaplicy na wodze i tamtejszego źródła.

Krasnobród Podklasztor.
Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny z XVII wieku, dawny kościół klasztoru dominikanów.

Krasnobród.
Jadąc do centrum wstąpiliśmy do sklepu na kolejne zakupy i ruszyliśmy w rejon zalewu, gdzie Google pokazywało pola namiotowe. Zatrzymaliśmy się przy jednym z nich, koło ośrodka wypoczynkowego Zapiasek. Wjechaliśmy na podwórko i trafiliśmy na sympatycznego właściciela. Rozbiliśmy się pod sosnowym zagajnikiem, bok starszego małżeństwa z Rzeszowa biwakującego z przyczepą.

Krasnobród – OW Zapiasek.
Nocleg kosztował nas 2×20 zł, mieliśmy dostęp do prysznica i toalet, a Tomek miał przynajmniej trochę zajęcia, bo w ośrodku nocowała też wycieczka z Lublina. Gdy namiot już stał, przyszedł do nas jeszcze właściciel i przyniósł w prezencie kiełbasy z ogniska. Także polecam, fajne miejsce.
