Rowerowe powitanie wiosny w Lasach Janowskich [2021]

Prognoza pogody na sobotę 27.03.2021 roku zapowiadała ciepły i pogodny dzień, więc nie było innej opcji jak zorganizować jakiś wypad rowerowy i zacząć nowy sezon podróży przyczepkowych. Wybór padł na Lasy Janowskie, ze startem i metą w Janowie Lubelskim, które pokonywaliśmy razem z Frankiem oraz Leszkiem, który dojechał z Biłgoraja. Piękne lasy, puste drogi i wiele miejsc do zabawy dla dzieci – naprawdę warto tam przyjechać. Zrobiliśmy tylko 25 km, ale kilometry zamieniliśmy na czas spędzony przy ognisku.


Mapa naszej krótkiej, 25 km wycieczki.


Janów Lubelski / Nadleśnictwo.
Jeszcze w piątek wieczorem nie miałem pojęcia, gdzie ostatecznie pojedziemy. Odezwałem się do chłopaków, a gdy Leszek potwierdził że możemy coś wspólnie ogarnąć, było już jasne że robimy kierunek południowy. W sobotę o 5:30 rano po przebudzeniu pomysły zebrały się w kupę i napisałem do Leszka, żeby ruszyć w Lasy Janowskie. Umówiliśmy się więc ok. 11 pod Nadleśnictwem.
Po 1:20 h jazdy z Lublina dotarłem na umówiony punkt i zacząłem rozładowywać graty z samochodu.


Janów Lubelski / Nadleśnictwo.
Gdy czekaliśmy na Leszka, a ja rozładowywałem graty, Franek wziął swoje sprzęty i zaczął robić porządki na grządkach, tuż pod oknami Nadleśnictwa. Przynajmniej miał zajęcie i siedział na chodniku z dala od jezdni.


Janów Lubelski.
Gdy rowery i przyczepka były już zapakowane, ruszyliśmy w trasę, ale góra 50 m, bo pierwszy postój był już przy niewielkim skansenie Leśnej Kolejki Wąskotorowej. Skansen jest kameralny, ale fajny, dzieci z pewnością będą zadowolone. Obeszliśmy wszystkie lokomotywy i wagony, dyskutując z Frankiem o zastosowaniach każdego z nich.


Po zwiedzaniu skansenu ruszyliśmy asfaltową drogą na południe, prowadzącą przez Lasy Janowskie do Szklarni i Momotów.


Lasy Janowskie.
Początkowo zakładałem zrobienie ok. 50 km pętelki rowerowej po okolicach, zarówno na północ i na południe od Janowa, ale Leszek zaproponował zmianę trasy i pojechanie przez las szlakiem rowerowym „Wyprawa do leśnego skarbca”. I była to słuszna koncepcja.


W las wjechaliśmy żółtym szlakiem pieszym, wcześniej niż szlakiem rowerowym, więc początkowo mieliśmy dosyć sporo piachu i kolein. Ale dało rade jakoś jechać nawet z przyczepką.


W lesie od razu zrobiło się cieplej i ciszej, bo nie było wiatru. Więc czapki z głów i jedziemy, delektując się otoczeniem.


Dla Franka był to pierwszy wyjazd w przyczepce w tym roku.


Każdy metr lasu zachęcał, by zrobić skok w bok i ogarnąć jakiś biwak z namiotem.


Dojechaliśmy do krzyżówki, na której dołączał do nas ten oficjalny szlak rowerowy „Wyprawa do leśnego skarbca”. Nie ma tu asfaltu, ale jest całkiem przyzwoity szuterek, miejscami ma koleiny i trochę większe kruszywo, ale jest naprawdę ok.


Szlak rowerowy „Wyprawa do leśnego skarbca”.


W lasach nie brakowało mokradeł, więc tym bardziej krajobraz nie był monotonny.


Miejscami trafiliśmy nawet na śnieg, więc trzeba było wszystkie kupki zaliczać jadąc po nich kołem. W ten sam sposób wracamy zawsze z przedszkola…


Szlak rowerowy „Wyprawa do leśnego skarbca”.
Dojeżdżamy do krzyżówki i asfaltowej drogi łączącej Szklarnię z Porytowym Wzgórzem.


Wyjeżdżając z lasu skręciliśmy w lewo i przejechaliśmy mostkiem rzekę Branew, będącą dopływem Bukowej (dorzecze Sanu), Rzeczka niewielka, ale przepiękna, z rozlewiskami przypominającymi krajobrazy Polesia.


W sercu Lasów Janowskich, na niewielkiej skarpie nad doliną rzeki Branew, znajduje się cmentarz wojenny i pomnik upamiętniający największą bitwę partyzancką podczas II wojny światowej na terenie Polski – tj. Bitwę na Porytowym Wzgórzu.


W tych okolicach 14.06.1944 roku doszło do bitwy pomiędzy połączonymi oddziałami Armii Krajowej, Armii Ludowej i partyzantki radzieckiej, a trzema dywizjami piechoty Wehrmachtu, wspieranymi przez lotnictwo i artylerię.


Jedna z tablic na cmentarzu wojennym.


Zostawiamy rower przy cmentarzu i idziemy z Frankiem w dół nad rzekę Branew.


Przy cmentarzu zaczyna się także 2 km trasa spacerowa w dolinie rzeki, z mostkiem dawnej kolejki wąskotorowej. Niestety przynajmniej z jednej strony na trasie jest skarpa więc odpadało, żeby próbować przejść ją z rowerami.


Nad Branwią było bardzo ładnie, ale mieliśmy jeszcze w planie ognisko i plażę w Janowie, więc ruszyliśmy na zachód do Szklarni. Droga asfaltowa, ale tak nierówna, że szuterek na szlaku rowerowym był dużo lepszy.


Kolejne podtopienia w okolicach Szklarni.


Z drogi Momoty – Janów Lubelski skręcamy w lewo do Szklarni.


Niech nikogo nie zwiedzie ta dwuznacznie brzmiąca nazwa, suka biłgorajska to rodzaj instrumentu smyczkowego, przypominającego skrzypce.


Lasy Janowskie / Szklarnia.
Zbliżając się do końca polany trafiliśmy też na koniki biłgorajskie, które są hodowane tutaj od 1986 roku.


Koniki biłgorajskie.


Lasy Janowskie / Szklarnia.
W lesie nie było nigdzie miejsca na ognisko, ale gdy dojechaliśmy na koniec Szklarni, objawiła się mała polanka z wiatą rowerową i śladem po ognisku. Zasięgnęliśmy u miejscowej pani języka, że nie ma problemu żeby rozpalić własne i tak też zrobiliśmy.


Część materiału na ogień wyciągnęliśmy z pobliskiej dolinki, a gdy Leszek ogarniał zapłon poszliśmy jeszcze z Frankiem nieco w las, po jakieś jedno solidniejsze drewno.


Drewno było bardzo suche, więc paliło się łatwo. Jeszcze z Lublina wzięliśmy kiełbasę do pieczenia, ogórki kiszone dla wzmocnienia smaku i inne elementy prowiantu. Franek był wyraźnie podekscytowany, miał też kolejną okazję by pokopać trochę w ziemi swoimi zabawkami.


Najlepsza kiełbaska to taka dobrze przypalona i taka też była. Zostalibyśmy tam dłużej, ale obiecana była jeszcze piaskownica na plaży. Radar pogodowy jasno pokazywał, że idzie w naszą stronę front opadowy, także zjedliśmy, i rozebraliśmy ognisko, pozostawiając na boku niespalone konary dla następnego chętnego.


Lasy Janowskie.
Na drodze ze Szklarni do Janowa Lubelskiego są pasy rowerowe, chociaż błędnie oznakowane jako droga dla rowerów. Po drodze po lewej blisko drogi jest też kolejne legalne miejsce na ognisko i grilla.


Janów Lubelski / Zalew.
Niebo było już pochmurne, gdy objeżdżaliśmy od południa janowski zalew. Jest tam mnóstwo atrakcji, a cały teren jest bardzo przyjemny i dobrze utrzymany.


Janów Lubelski / Zalew.
Ludzi było niewiele, a my podjechaliśmy do brzegu by młody mógł się wyszaleć.


Wszelkie dostępne pojazdy musiały zaliczyć kąpiel w jakimś ilasto podobnym błocie. Decyzja o odjeździe nie była przyjęta z zadowoleniem, ale na głowę zaczęły nam już spadać pierwsze krople deszczu.


Janów Lubelski / Zalew.
Na tym kończyła się dobra pogoda, ruszyliśmy szybkim ruchem korb pod Nadleśnictwo, gdzie zakończyliśmy rowerową część tego jakże udanego dnia.
Podsumowując – Janów Lubelski i Lasy Janowskie to fantastycznie miejsce na spędzanie czasu z dziećmi i na jazdę na rowerach. Szkoda tylko, że nie dociera tu żadna linia kolejowa, chociaż w dalekich planach jest budowa łącznika Kraśnik – Janów Lubelski – Biłgoraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *