Poleski Park Narodowy – ścieżka „Spławy” z dziećmi [2020]

W ostatnią niedzielę 25.10.2020 roku wybraliśmy się trzyosobowym składem do Poleskiego Parku Narodowego na spacer po ścieżce przyrodniczej „Spławy”. Pokonaliśmy łącznie około 8 kilometrów w klimatycznej jesienno-deszczowej atmosferze. Poleski Park to jeden z rzadziej odwiedzanych Parków Narodowych w Polsce, ale zdecydowanie ma swój klimat oazy spokoju.


Ścieżka „Spławy” ma 7,5 km długości i prowadzi na Jezioro Łukie – największe na terenie Poleskiego Parku Narodowego. Znaczna część trasy prowadzi po drewnianych kładkach.


Z Lublina dojechaliśmy do Starego Załucza, zostawiając samochód na parkingu przy Muzeum Poleskiego Parku Narodowego. Jego symbolem jest żuraw, którego można spotkać już przy wejściu do Muzeum.
Zakupiliśmy bilety na ścieżkę Spławy (6 zł normalny, 3 zł ulgowy, Franek bezpłatnie), podbiliśmy pieczątki i ruszyliśmy na trasę.


Pierwszy odcinek ścieżki prowadzi po asfaltowej drodze biegnącej z Urszulina przez Stare Załucze w kierunku Piaseczna.


Po przejściu ok. 0,5 km asfaltem skręcamy w prawo zgodnie ze znakami na polną drogę prowadzącą na północ.


Po kolejnych 400 m dochodzimy do granicy Poleskiego Parku Narodowego i Bagna Spławy. Znajduje się tam mapa PPN oraz samej ścieżki. Tak też skręcamy w lewo i wchodzimy na kładkę.


Kładki na ścieżce „Spławy” nie są szerokie, więc ciężko jest po nich iść z dzieckiem za rękę. Pierwszy odcinek w kierunku zachodnim ma ok. 0,7 km.


Dzieci interesuje wszystko, więc każdy spotkany grzyb, połamane drzewo czy większa kałuża wymaga zbadania.


Po pierwszym raczej monotonnym odcinku skręcamy ponownie na północ, wchodząc już w prawdziwe lasy i bagna. Co jakiś czas spotykamy tablice informacyjne dotyczące mijanych miejsc, przyrody lub historii.


Zaczyna się las.


Jedyny spotkani przez nas tego dnia rowerzyści na kładkach. Teoretycznie da się po nich jechać, ale jesienią po deszczach, gdy są one pełne śliskich liści, raczej nie warto ryzykować wybicia zębów.


Idziemy i idziemy, momentami marudny Tomek prowadził, ciekawy wszystkiego Franek próbował go gonić.


Wychodzimy na torfowisko przejściowe tzw. spleję.


Za torfowiskiem ponownie wchodzimy w las brzozowy z domieszką paproci. Miejskie, które musi niezwykle wyglądać nocą oświetlane latarkami.


Jest fajnie, cisza i spokój, choć od czasu do czasu pojawiają się kolejne małe grupki turystów, także z dziećmi.


Jesteśmy już blisko jeziora, ale ławeczka zachęciła by zrobić na niej przerwę na jedzenie i picie. To miejsce aż prosi się by rozbić namiot, ale wiadomo – Park Narodowy.


I Tomek i Franek chcieli jednocześnie być przewodnikiem grupy, a że trudno było to pogodzić, to nie zabrakło starć na kładce.


Jezioro Łukie jest tuż obok nas, ale z kładki go nie widać.


Mijamy odgałęzienie drogi powrotnej do Starego Załucza i dochodzimy na śródleśną polanę.


Na polanie znajduje się zadaszenie i miejsce na ognisko.


Z Polany do Jeziora Łukie prowadzi 200 m kładka.


Śródleśne Jezioro Łukie, zarastające jak wiele jezior na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim.


Punkt widokowy na Jezioro, dzieci oczywiście aż kusi żeby się wspinać. Sam pomost naturalnie faluje na wodzie.


Pamiątkowe zdjęcie. Dla Franka jest to pierwsza wizyta w Poleskim PN, Tomek odwiedził już kiedyś ścieżkę „Dąb Dominik”.


Z polany do Starego Załucza wracamy zgodnie z przyjętym kierunkiem zwiedzania, czyli tzw. groblą dziedzica. To blisko 2 km odcinek wśród bagien i lasów.


Ten odcinek to kwintesencja Polesia.


Grobla dziedzica.


Wychodzimy z lasu, kończą się też bagna. Dochodzimy do kolejnego zadaszenia.


Do Starego Załucza wracamy ścieżką, po której poprowadzono też lokalne szlaki rowerowe. Jak w wielu takich przypadkach, są to szlaki których przejezdność w okresie opadów deszczu jest mocno dyskusyjna, a generowany przez niską jakość nawierzchni ruch rowerowy – niewielki.


Ostatni odcinek ścieżki „Spławy”.


Ścieżka dociera do drogi asfaltowej obok restauracji, która niestety z przyczyn epidemicznych była zamknięta. Szkoda, bo turystów nie brakowało, a my też zjedlibyśmy coś ciekawszego niż hot-dog na stacji benzynowej.


Obok Muzeum PPN znajduje się ścieżka Żółwik oraz trochę atrakcji dla dzieci. W samym Muzeum chłopaki byli zachwyceni zwierzętami i rybkami, tak że ciężko było ich wyciągnąć.


Polskie Polesie to tylko niewielka część wielkiego Polesia, ciągnącego się aż do południowo-zachodniej Rosji. W Muzeum kończymy wycieczkę i wracamy do Lublina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *