W drugiej połowie tegorocznych ferii zimowych wybraliśmy się z synem lat 13 do Stambułu – Nowego Rzymu, by poszukiwać śladów dawnej stolicy Cesarstwa Wschodniorzymskiego i Bizantyńskiego, a potem Imperium Osmańskiego. Ze względu na atrakcyjne ceny biletów w obie strony polecieliśmy przez Londyn, przy okazji odwiedzając tam wspaniałe Muzeum Brytyjskie. Dawny Konstantynopol to miasto, które każdy przynajmniej raz w życiu powinien zobaczyć. 5 intensywnych dni które tam spędziliśmy pozwoliło na zrealizowanie bogatego programu, ale i tak do wielu miejsc nie dotarliśmy. Hagia Sofia, Błękitny Meczet, Pałac Topkapi, Wielki Bazar, dawny Hipodrom, Złoty Róg, Cysterna Bazyliki, Akwedukt Walensa, Meczet Fatih, Mury Teodozjusza, Zamek Yedikule i wiele innych to nazwy które rozpalają wyobraźnię każdego podróżnika. Dziś krótki przegląd miejsc i zaproszenie do pełnej relacji z wyjazdu 🙂
Nasza wycieczka zaczęła się w Lublinie, skąd polecieliśmy do Londynu Luton. Z uwagi na awarię samolotu odlot opóźnił się o 6 godzin, ale nie ma tego złego – odszkodowanie od Wizzair było 3x większe (2×400 Euro) niż kosztowały wszystkie 8 biletów do Stambułu i z powrotem 😉

Dwa dni w UK spędziliśmy w odwiedzinach u rodziny kolegi z technikum kolejowego. Pierwszego dnia zaliczyliśmy wypad do Londynu do Muzeum Brytyjskiego, które zachwyciło podobnie jak odwiedzone rok wcześniej Muzeum Historii Naturalnej. A podczas spaceru po deszczowym mieście nie mogło zabraknąć Wielkiego Benka.

Drugi dzień w UK to już objazdówka po uroczych countrysides w rejonie Luton, ale także odwiedziny w St Albans z imponującą rozmiarami i architekturą Katedrą kościoła anglikańskiego i Kościołem Opactwa pw. św. Albana.

Popołudniowo-wieczornym lotem z Gatwick dolecieliśmy na wielkie i piękne nowe lotnisko w Stambule.

Zanim dotarliśmy do hotelu na Sultanahmet, już po północy poszliśmy rzucić pierwszym okiem na serce miasta z Hagia Sofia.

Błękitny Meczet, choć w nocy to bardziej Różowy Meczet 😉

W okresie przed naszym przyjazdem w Turcji zima dała trochę popalić, więc w dniu przyjazdu padał nawet śnieg. Ale potem było z każdym dniem coraz cieplej.

Stambuł jest magiczny, więc i zachody słońca widziane z dachu hotelu też takie były, zwłaszcza w połączeniu z głosem muezinów wzywających na wieczorną modlitwę.

Odwiedziliśmy więc mnóstwo meczetów, a co jeden to piękniejszy.

Stambuł to miasto kotów, są ich całe tysiące. Wszędzie. Bez wyjątku. W środku meczetów też.

Od samego początku szukaliśmy śladów Bizancjum – tu pierwszy z nich tzw. Mała Hagia Sofia z VI wieku, obecnie meczet.

Greckie ślady w Małej Hagi Sofii.

Stambuł to bogactwo smaków i zapachów, choć ceny czasami potrafią wbić w ziemię.

Świetnie wygląda i świetnie smakuje, ale ceny jak w historycznym centrum Wenecji 😉

Wchodząc w zaułki przy meczetach odkrywamy muzułmańskie cmentarze.

Pójście na Wielki Bazar to obowiązek, tysiące stoisk i absolutne bogactwo kolorów.

Jest też i mniejszy Bazar Egipski.

Po zdobyciu Konstantynopola przez Turków miasto uległo dużej przemianie, ale każdy ślad przeszłości pobudza wyobraźnię. Tu Kolumna Konstantyna z IV wieku.

Na Hipodromie z kolei egipski obelisk z 1400 r. pne ustawiony tu za czasów Teodozjusza w IV wieku.

No i ta najwspanialsza i najpiękniejsza – Hagia Sofia, Sobór Mądrości Bożej, wzniesiony w VI wieku za cesarza Justyniana i częściowo przebudowany w kolejnych wiekach.

Idziemy więc długą klatką schodową, by dostać się na piętro z którego obcokrajowcy mogą teraz zwiedzać Hagię Sofię.

Hagia Sofia zapiera dech w piersiach, jednak widać że świątynia (obecnie znów jest to meczet) wyraźnie potrzebuje remontu.

Fragment zachowanej mozaiki bizantyńskiej w Hagia Sofia przedstawiającej scenę deesis.

Cysterna Bazyliki, czyli najbardziej znany i najlepiej zachowany podziemny zbiornik na wodę pitną, który oprócz Murów Teodozjusza pozwalał na przetrwanie podczas oblężeń.

Cysterna Bazyliki i słynna meduza.

Krótki wątek sportowy czyli stadion Besiktasu. W czasie naszego pobytu odbywały się derby Stambułu Galatasaray – Fenerbace, ale cena biletu… ponad 1000! złotych skutecznie nas zniechęciła.

Wstępnie planowaliśmy odwiedzić także park przy Pałacu Dolmabahçe, jednak jest on połączony z biletem wstępu do całego obiektu, a na jego zwiedzanie nie mieliśmy niestety wtedy czasu.

Będąc na Galacie podeszliśmy oczywiście też pod słynną Wieżę Galata.

W bocznych zaułach także szukaliśmy dawnych świątyń bizantyńskich zamienionych na meczety.

Most Galata nad Złotym Rogiem, czyli królestwo wędkarzy.

Jako fan kolei nie mogłem nie odwiedzić też dworca Sirkeci, końcowej stacji słynnego Orient Expresu.

Dalej szukamy śladów Bizancjum – ruiny kościoła św. Polieukta z VI wieku.

Nieodległa kolumna Marcjana, V wiek.

Spektakularny akwedukt Walensa ponad ruchliwą drogą, IV wiek.

Meczet Zeyrek, ale wcześniej świątynia bizantyńska z XII wieku.

Wnętrze meczetu Zeyrek.

Tramwaj w Stambule to zbawienie, a do tego jeździ bardzo często i nie stoi w korku.

Wreszcie dotarliśmy na zachodnie krańce dawnego Konstantynopola, tam gdzie przy Morzu Marmara zaczynają się słynne Mury Teodozjusza.

Po południowej stronie wznosi się spektakularny Zamek Siedmiu Wież, czyli Twierdza Yedikule, w której więziono m.in. hetmana Stanisława Koniecpolskiego.

Złota Brama, stanowiąca część Twierdzy Yedikule, była kiedyś miejscem tryumfalnych wjazdów cesarzy bizantyńskich do Konstantynopola.

Jedziemy na północ, wzdłuż Murów Teodozjusza.

Największa wtopa wyjazdu, czyli nie wyrobiliśmy się by zobaczyć wnętrze kościoła Świętego Zbawiciela na Chorze, ze spektakularnymi freskami i mozaikami bizantyńskimi. A tu tylko fragment, tyle co udało się zrobić z ulicy.

Pozostałości ostatniego pałacu cesarzy bizantyńskich przed upadkiem miasta, czyli Pałac Porfirogenetów.

Nadeszła noc, ale my dalej w trasie. Tu imponujący Meczet Fatih.

Wnętrze Meczetu Fatih.

Lata temu zachwyciłem się pałacem chanów krymskich w Bakczysaraju, tym razem ten zachwyt objął pałac Topkapi, czyli rezydencję sułtanów Osmańskich.

Pałac Topkapi.

Pałac Topkapi i panorama na Bosfor.




Hagia Eirene czyli bizantyński symbol na terenie Pałacu Topkapi.

Wnętrze Hagia Eirene.

Wybraliśmy się także na rejs po Bosforze.

Rejs był z rejonu Galaty do wysokości twierdzy Rumeli.

Rzutem na taśmę odwiedziliśmy wreszcie i Błękitny Meczet.

Wnętrze Błękitnego Meczetu.

Ostatni wieczór w Stambule spędziliśmy w Azji, na spacerze wybrzeżem Bosforu. Ta ciemniejsza część w oddali to Konstantynopol, rozświetlony Błękitny Meczet i ciemna Hagia Sofia.

Nocny magiczny Stambuł nad Bosforem.

Spacerując nocą po azjatyckiej części miasta…

Schowana nieco z boku, ale prawdziwa perła – kamienica z czterema poziomami zbudowanymi kolejno od dołu: w czasach rzymskich, czasach Bizancjum, czasach Imperium Osmańskiego i czasach Republiki.

Historyczny tramwaj, kursujący z placu Taksim.

Nowoczesne metro, którym jedzie się z/na lotnisko w Stambule.

Istanbul Havalimani, czyli ogromne i piękne lotnisko.

Na powrocie do Londynu pomachał nam także piękny niebieski A380 Emirates.

Po paru godzinach czekania na Luton wracamy Wizzem do Warszawy, mając cały Wielki Londyn w zasięgu wzroku.

Podsumowując: wspaniały wjazd, wspaniałe miasto. Już teraz zapraszam za jakiś czas na pełną relację z dużą liczbą zdjęć i opisów.
