Na zakończenie wakacji wybrałem się na rowerowy wypad po południowej części Mazur, by zjeść śniadanie nad cichym i spokojnym Jeziorem Śniardwy. Tęskniącym za wiosną i latem zapraszam na fotorelację z liczącej ok. 80 km rowerowej wycieczki przez lasy Puszczy Piskiej i cmentarze ewangelickie – ślady po ludziach którzy kiedyś tam mieszkali.
Mapa wycieczki.

5:45 rano, słońce pomału wstaje nad okolicami Białej Piskiej.

Przy ul. Sikorskiego w Białej Piskiej znajduje się cmentarz ewangelicki. Są tu także mogiły żołnierzy niemieckich i rosyjskich z czasów I wojny światowej.

Cmentarz ewangelicki w Białej Piskiej.

Biała Piska, staw w centrum miasta.

Rynek – Plac Mickiewicza w Białej Piskiej. Ze względu na oszczędność czasu do Piszu pojadę główną drogą krajową. Nie jest to szczyt przyjemności, ale z rana ruch jest do zniesienia.

Mazurskie pola i lasy, DK58 Biała Piska – Pisz.

Dwór Kaliszki, nieco z boku od drogi krajowej. Pochodzi z XIX wieku, obecnie jest tam hotel.

DK58 przecina linię kolejową Ełk – Pisz – Olsztyn. Niestety z uwagi na słaby rozkład jazdy nie jeździmy z Lublina na Mazury pociągiem, czego bardzo żałuję. Póki co samochodem jest 2x szybciej.

DK58 Biała Piska – Pisz.
Koniec wakacji to i czas dożynek, także z rowerowymi akcentami.

Pisz.
Miasto znane, aczkolwiek infrastruktura rowerowa jest tam na wybitnie słabym poziomie.

Pisz.
Pode mną rzeka Pisa (ach, wszędzie ta Italia!), która wypływa z nieodległego Jeziora Roś, a po 80 km wpada do Narwi.

Pisz.
Rynek miejski, a w tle całkiem interesujący gmach Ratusza, zbudowanego w stylu neogotyckim w 1900 roku.

Pisz.
Niedaleko rynku znajduje się największy zabytek miasta – kościół pw. św. Jana Chrzciciela, którego najstarszą częścią jest wieża z 1693 roku.

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela.

Wnętrze kościoła pw. św. Jana Chrzciciela z późnorenesansowym ołtarzem głównym.

Wyjeżdżając z Piszu na północ DK63 trafiam na jeszcze większy chłam rowerowy z fazowanej kostki. Tu na fragmencie poprowadzono także Mazurską Pętlę Rowerową, ale to trasa na inną okazję.

Gdy „śmieszka rowerowa” się skończyła, znów trzeba było jechać po drodze krajowej już w większym ruchu. W Jeglinie skręcam w lewo na zachód, gdzie z kolei na bardzo bocznej i prawie nieuczęszczanej drodze do Karwika wybudowano asfaltową drogę dla pieszych i rowerów. A jednocześnie – zamontowano całe mnóstwo znaków B-9 „zakaz wjazdu rowerów”, chyba pieniędzy ktoś miał za dużo…

W Karwiku zaczyna się Mazurski Park Krajobrazowy, jeden z największych w Polsce, który obejmuje swoim zasięgiem m.in. Jezioro Śniardwy i część Puszczy Piskiej. Geograficznie poruszam się po terenie Równiny Mazurskiej, obejmującej południową część Pojezierza Mazurskiego.

Lasy…
Wjeżdżam na teren rozległego kompleksu Puszczy Piskiej, której lasy porastają rozległe piaszczyste tereny polodowcowe.


Docieram do Jeziora Seksty, które jest w zasadzie południowo-wschodnią zatoką połączoną z Jeziorem Śniardwy. Nad jego brzegiem w środku lasu znajduje się pole biwakowe Binduga Młyńska.

Puszcza Piska.

Puszcza Piska. Ostatnie kilometry przed Jeziorem Śniardwy. Na zdjęciach tego nie widać, ale to były całe kilometry tarki, która nie jest przyjacielem podczas jazdy na oponach 1,4 cala i 4 barach ciśnienia w dętkach.

Przebłysk w pomiędzy drzewami i pierwszy rzut oka na największe polskie jezioro z widocznymi w oddali wyspami: Wyspą Pajęczą (z lewej) i Czarcim Ostrowem (z prawej).

Na wyspie Czarci Ostrów w latach 1785-86 król pruski Fryderyk II Wielki zlecił budowę fortu ziemnego, nazwanego od miasta Ełk – Fort Lyck. Istniał on tylko 7 lat, ale pamięć o nim przetrwała w resztkach umocnień i tablicy pamiątkowej w Niedźwiedzim Rogu.

Niedźwiedzi Róg.
Z przyjemnością objechałbym Jezioro Śniardwy dookoła, ale na to nie było tego dnia czasu. Także po dojechaniu do brzegu znalazłem odpowiednie miejsce na przerwę i śniadanie.

Jezioro Śniardwy.
Było tam też fajne drzewko, takie idealne żeby się położyć. Szkoda tylko, że z widokiem na skarpę brzegową, a nie jezioro, no ale… 😉

Jezioro Śniardwy.
Cisza i spokój, raj dla ducha. Była 8:15 rano, więc 2,5h minęło od wyjazdu. Samo Jezioro, największe w Polsce, ma oczywiście pochodzenie polodowcowe, a jego powierzchnia wynosi 113 km2.

Niedźwiedzi Róg.
Kolejny cmentarz ewangelicki na trasie.


Droga powrotna z Niedźwiedziego Rogu do Pisza. Żeby nie powtarzać trasy pojechałem przez Puszczę na południe do DK58, a potem na wschód do Piszu. Lasy piękne, ale tarka ponownie dała w kość.

Snopki.
Wieś przy DK58 na zachód od Piszu i jeszcze jeden cmentarz ewangelicki.


Pisz.
Teraz już tylko przelatuję przez miasto, tu Ratusz od drugiej-południowej strony.

Pisz.
Jak już pisałem, infrastruktura rowerowa biedna. Ponownie żeby nie powtarzać trasy nie wracam po DK58 tylko jadę na południe DK63, by potem bocznymi super klimatycznymi drogami lokalnymi dotrzeć na metę.

Gdzieś na południowy-wschód od Piszu.
Po ruchliwej DK63 nie ma śladu, jest cisza i spokój.

Cisza była i się skończyła, bo nagle nad głową nawrotkę zrobił mi bodajże F-16 (nie znam się, ale sylwetka go przypomina).

Kolejne dożynki wzywają.

Takie Mazury uwielbiam.

A tu mógłbym się rozbić z namiotem pod lasem i nic nie robić.

Jedynym dziegciem w tej poezji krajobrazowej jest asfalt z kamieniami. Przerabialiśmy kiedyś takie drogi na Bukowinie i w Mołdawii, jak ktoś ma MTB to nawet nie poczuje, ale na moich nabitych oponach ręce bolą od tego strasznie.

„Ostatnia prosta” i przed godziną 11 po przejechaniu ok. 80 km jestem z powrotem na miejscu startu.
Mazury są fantastyczne na rower, jedyny feler to brak bezpiecznych i wygodnych tras, które pozwolą ominąć albo drogi krajowe, albo trudne do jazdy drogi piaszczyste. A na całej reszcie dobrze przejezdnych dróg lokalnych nic nie trzeba zmieniać.
