Velo Dunajec – Wiślana Trasa Rowerowa [2024] Cz.4 Węgrzce Wielkie – PKP Kraków Główny

Czwarty i ostatni dzień naszego wyjazdu rowerowego nie był intensywny (27 km), a naszym celem było już tylko dojechanie na dworzec główny w Krakowie. Opuściliśmy rano Węgrzce Wielkie i ruszyliśmy przez Królewskie Miasto, mijając kolejno Bieżanów, Prokocim, Podgórze, Wawel i Stare Miasto, gdzie na Rynku Wielkim oficjalnie zakończyliśmy wyprawę. Następnie pociągiem wróciliśmy do Tarnowa, a stamtąd już samochodem do Lublina.


Mapa czwartego i ostatniego dnia wyjazdu, łącznie 27 km na rowerach.


Wyjeżdżamy z Węgrzc Wielkich w stronę Krakowa.


W rejonie Kokotowa przebijamy się po wybitnie dziurawej drodze biegnącej wzdłuż autostrady A4.


Tu, pomiędzy A4 i linią kolejową było już sporo równiej.


Tymczasem obok nas śmignęły wagony SKPL kupione od Deutsche Bahn.


Kraków. Wjeżdżamy do miasta od południowego-wschodu tj. ul. Bieżanowskiej.


Na ul. Ćwiklińskiej zaczyna się droga dla rowerów, która z małymi przerwami poprowadzi nas prawie do samego centrum. Najważniejsze jednak, że wreszcie zaczęły się tramwaje, moje ukochane niebieskie krakowskie tramwaje, najpiękniejsze w Polsce. Tu pętla Nowy Bieżanów P+R i Lajkonik.


Ulica Wielicka, jeden z moim ulubionych odcinków do jazdy tramwajem w Krakowie.


Wzorcowy sposób prowadzenia drogi dla rowerów przez zjazd na ul. Kamieńskiego. Bez obniżania niwelety czyli z wyniesieniem z perspektywy kierowcy przejeżdżającego przez ddr, z zachowaniem ciągłości nawierzchni asfaltowej.


Po naszej prawej stronie mijamy wzgórze, za którym znajdował się Obóz Plaszów (Płaszów). Od strony ul. Kamieńskiego widać w zasadzie tylko Pomnik Ofiar Faszyzmu z 1964 roku, autorstwa Witolda Cęckiewicza. Niemiecki nazistowski Obóz Plaszow istniał w latach 1942-45 i funkcjonował jako obóz pracy i obóz koncentracyjny. Przeznaczony był przede wszystkim dla ludności żydowskiej ze zlikwidowanego w dniach 13-14 marca 1943 roku getta na krakowskim Podgórzu. Historia Obozu jest nierozerwalnie związana z osobą sadystycznego komendanta Amona Götha, stanowiącego jedną z głównych postaci filmu Lista Schindlera w reżyserii Stevena Spielberga.


Jedną z najbardziej spektakularnych inwestycji rowerowych w Krakowie (ba, w skali kraju!) była kładka w ciągu ul. Kamieńskiego, zbudowana w 2020 roku ponad ruchliwą al. Powstańców Śląskich i linią kolejową w stronę Skawiny. Kładka otworzyła dojazd rowerowy do centrum miasta z Prokocimia czy Bieżanowa.


Za rondem Matecznego droga dla rowerów się skończyła, więc zjechaliśmy na lokalne drogi gdzie ruch jest względnie uspokojony do jazdy z dzieckiem. Bardzo cenimy sobie Kraków za dużą liczbę ulic z kontraruchem rowerowym z którego oczywiście korzystamy.


Mostem Retmańskim pokonaliśmy rzekę Wilgę, będącą na ostatnich metrach przed ujściem, po czym znaleźliśmy się już bezpośrednio przy Wiśle.


Mijamy nieczynny Hotel Forum, budowany aż 10 lat w latach 1978-88.


Obok Hotelu Forum przy al. Marii Konopnickiej można wspiąć się ku niebu korzystając z diabelskiego młyna.


Brutalny i groźny Hotel Forum, za nim widać balon, którym również można sobie polecieć w niebo i to dużo wyżej niż na diabelskim młynie.


Jedziemy wzdłuż Wisły w stronę Mostu Grunwaldzkiego. W oddali widać już Wawel.


Po drugiej stronie Wisły widać Bazylikę św. Michała Archanioła i św. Stanisława, znaną najbardziej jako kościół Na Skałce. Znajduje się tam Krypta Zasłużonych w której pochowani są m.in. Jan Długosz, Wincenty Pol, Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Siemiradzki, Stanisław Wyspiański, Jacek Malczewski, Karol Szymanowski i Czesław Miłosz.


Tego wzgórza nikomu nie trzeba przedstawiać.


Godzina odjazdu pociągu do Tarnowa coraz bardziej zaczyna nas gonić, więc jedziemy już prosto na dworzec kolejowy.


Ponad nami wspaniały Zamek Królewski na Wawelu.


Po przeciwnej stronie Wawelu neogotycki gmach Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku.


Przez chwilę jedziemy ul. Kanoniczą, czyli równolegle do Drogi Królewskiej.


Plac Św. Marii Magdaleny, za nim piękny barokowy kościół pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a po prawej stronie schowany romański kościół pw. św. Andrzeja.


Ul. Grodzką, czyli Drogą Królewską, będziemy przebijać się przez tłum spacerowiczów by dotrzeć do Rynku Głównego.


Rynek Główny i jeden z jego symboli, czyli kościół archiprezbiterialny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny zwany bazyliką Mariacką. Obecny układ kościoła, czyli gotycka trójnawowa bazylika jest efektem przebudowy wykonanej pod koniec XIV wieku. Lewa wieża ma wysokość 82 m i z niej grany jest hejnał mariacki. Wieża prawa ma wysokość 69 m. W środku w bazylice znajduje się słynny ołtarz Wita Stworza z końca XV wieku.


Pamiątkowe zdjęcie na Rynku Głównym na oficjalne zakończenie wyjazdu. Za nami oczywiście pomnik Adama Mickiewicza odsłonięty w 1898 roku i zrekonstruowany po zniszczeniu przez Niemców w 1940 roku. W tle Sukiennice.


Czas na nas, pędzimy na Dworzec Główny.


Kraków Główny. Retro peronem idziemy do tunelu, by dostać się na obecne perony dworca.


Kraków Główny. Nasz pociąg to 12:45 do Dębicy przez Tarnów.


Mimo dosyć wczesnej pory w niedzielę pociąg do Tarnowa jest pełen ludzi. Bilety kupujemy już w pociągu i gdzieś przez pół drogi jedziemy na stojąco.


Dworzec w Tarnowie, pora wysiadać.


Dworzec kolejowy w Tarnowie to jedna z pereł z czasów galicyjskich, choć i tak nr 1 jest oczywiście Przemyśl Główny. Podczas rowerowych i kolejowych wyjazdów po zachodniej Ukrainie nie raz korzystaliśmy z tych klimatycznych stacyjek i budynków. O ile ciężko mieć sentyment do czasów zaborów, o tyle galicyjskie koleje żelazne miały w sobie magię, jakiej nie ma współczesne kolejnictwo.


Upamiętnienie na dworcu w Tarnowie transportów do KL Auschwitz.


PKP Tarnów i wsiadamy znów na rowery, choć tylko na kilka km.


Na Placu Sobieskiego w Tarnowie stoi tramwaj. A w zasadzie to replika tramwaju, w której znajduje się kawiarnia. I nie jest to przypadek, bo w latach 1911-42 w Tarnowie jeździły tramwaje obsługujące jedną linię. Miasto było trzecim w Galicji, po Lwowie i Krakowie, w którym uruchomione zostały tramwaje elektryczne. Niestety mimo pewnych planów tramwaje nigdy do Tarnowa nie wróciły.


Koniec końców przetoczyliśmy się przez miasto, załadowaliśmy rowery na dach i ruszyliśmy w kierunku Lublina. Trasa rowerowa z Tarnowa do Krakowa jest naprawdę warta polecenia w przypadku podróży z dziećmi. Dziękuję za uwagę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *