Rajd rowerowy Zbereże – Jezioro Świtaź – Zbereże – fotorelacja

We czwartek 9 sierpnia 2018 roku jako „Ukraina na rowerze” odbył się rajd rowerowy wokół Jeziora Świtaź po terenie Szackiego Parku Narodowego na Ukrainie. Okazją do wycieczki były Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa Zbereże – Adamczuki, które kolejny raz odbyły się nad Bugiem, pomiędzy Włodawą a Wolą Uhruską.

Po godzinie 8 rano dotarliśmy z Lublina na polny parking tuż nad brzegiem Bugu, po czym po zdjęciu rowerów z samochodu podjechaliśmy do dosyć już licznej kolejki osób czekających na otwarcie przejścia, w większości rowerzystów. Część z obecnych osób wybierała się na rajd, niektórzy na indywidualne wycieczki, a pozostali stanowili ekipę Józefowskiej Kawalerii Rowerowej z Roztocza.

Umówiliśmy się, że każdy przekracza granicę jak stoi w kolejce i że spotykamy się po drugiej stronie rzeki. Odprawa szła bardzo sprawnie, szybkie sprawdzenie paszportów, przejście przez tymczasowy most, kontrola ukraińska i byliśmy po drugiej stronie. O planowanej godzinie tj. 10:15 i zebraniu wszystkich uczestników ruszyliśmy z przejścia, mijając zaorany pas ziemi oraz duży plac z licznymi straganami i grającą muzyką disco polo. Na wylocie z Adamczuków omówiliśmy plany wycieczki i rozdaliśmy szprychówki – łącznie 40 sztuk dla wszystkich obecnych.

Pierwszy ok. 3 km odcinek drogi z Adamczuków do Hrabowego był wstępem do poleskich dróg – ciężki i kurzący się szuter, który na pewnym odcinku dało się ominąć biegnącą równolegle ścieżką. Jazda była jak na patelni, gdyż drzewa w żaden sposób nie dawały cienia od znajdującego się już wysoko słońca.

Po dojechaniu do Hrabowego skręciliśmy w prawo na drogę w kierunku Zalesia. Po chwili po prawej stronie pojawił się sklep, przy którym przerwę miała ekipa z Józefowa. Stanęliśmy i my, by skorzystać z możliwości wypicia czegoś zimniejszego z pianką – piwa lub kwasu chlebowego. Była to również okazja do przybliżenia terenu na którym się znajdowaliśmy czyli Polesia Wołyńskiego.

Spod sklepu rozpoczął się najcięższy odcinek trasy – 8 km bruku poleskiego, czyli ostro ciosanych kawałków skał, w których próżno by było szukać równości i komfortu jazdy. Na niektórych odcinkach dawało się co prawda jechać piaszczystym poboczem, ale było to jedynie niewielkie zmniejszenie nieustannych drgań. Każdy jechał jak mógł, po prawej, lewej czy środkiem, a że to Ukraina, nikomu to nie przeszkadzało z kierowcami samochodów włącznie.

W Zalesiu na krzyżówce bruk się skończył, tam też miała miejsce druga przerwa przy sklepie i pierwsza guma podczas wyjazdu. Zaczęliśmy mieć już pewne opóźnienie w stosunku do harmonogramu, więc ruszyliśmy dalej na wschód, drogą w kierunku wsi Pulmo, znajdującą się po północnej stronie Jeziora Świtaź. Ekipa z Józefowa ruszyła drogą na południe w kierunku Świtazi, a część zespołu z Chełma odłączyła się by podjechać nad pobliskie Jezioro Pulmienieckie.

Z Zalesia do Pulma mieliśmy ponad 5 km równej, prostej i bardzo wygodnej drogi asfaltowej. Wraz z granicą miejscowości asfalt się skończył i przed nami była ponownie nawierzchnia szutrowa podobna do odcinka Adamczuki – Hrabowe. Ten stan trwał przez ok. 2 km, po czym wjechaliśmy w „piasek księżycowy”, po którym odcinkami dało się jakoś jechać, ale przy poprzecznych zagłębieniach pełnych głębokiego piachu nawet najlepsze rowery nie dawały rady. Końcówkę drogi przed Hryadą udało się pokonać ścieżką przez las, a dalej szutrem, w który zamienił się najgęstszy piach.

Na końcu szutru, przy krzyżówce w kierunku uroczyska Hryada i asfaltowym odcinku łącznikowym do głównej drogi biegnącej od Szacka w stronę granicy z Białorusią, zrobiliśmy punkt zbiórki w oczekiwaniu na osoby dojeżdżające do grupy. Na liczniku od granicy mieliśmy 23 km, po czym zjechaliśmy do Hryady, szukając dobrego miejsca na przerwę. Hryada to drugi po Świtazi najlepiej zagospodarowany obszar brzegu jeziora, pełen kwater do wynajęcia i gastronomii. Jednym z wąskich łączników od drogi dojechaliśmy do plaży, gdzie zrobiliśmy 1,5 h przerwy. Plaża w Hryadzie, podobnie jak na sporej części brzegu Świtazi, jest nie tylko piaszczysta, ale też cechuje się bardzo czystą wodą. Sam brzeg jest płaski, a głębokość wody nie większą niż do kolan można spotkać nawet 150 m od brzegu – jest to idealne miejsce na wypoczynek dla rodzin z dziećmi.

Po odpoczynku kolega z Chełma zaproponował, żeby pojechać dalej wzdłuż brzegu jeziora – przystaliśmy na to, widoki były bardzo przyjemne, choć po drodze pojawiał się też piach. Przez tą zmianę wyjechaliśmy w innym miejscu w Szacku niż było to zakładane, przez co na głównej drodze obraliśmy zły kierunek i po niecałym kilometrze okazało się, że trzeba nawrócić. W centrum Szacka przewidziana była przerwa na zakupy, a nieco wcześniej na drodze minęliśmy się z grupą rowerzystów z Lublina.

Z Szacka asfaltową drogą ruszyliśmy na zachód w kierunku Świtazi, do której było ledwie kilka kilometrów. Świtaź wita gości jadących od Szacka uroczym witaczem w formie żaglówki, a dalej ciągnie się przez dobre 4 km, z czego część drogi przy samym Jeziorze. Świtaź była bardzo zatłoczona samochodami, ale na plażach było sporo miejsca. Przy jednej z nich zrobiliśmy drugą krótszą przerwę na odpoczynek i kolejną możliwość kąpieli w bardzo ciepłej wodzie jeziora. Tuż przed odjazdem pojawiła się też ponownie ekipa z Chełma, z którą rozdzieliliśmy się w Zalesiu.

Pierwotny plan zakładał powrót przez Zalesie i ponownie po bruku poleskim, ale w międzyczasie pojawiła się opcja, by wracać skrótem przez las, odbijając ze Świtazi i dojeżdżając do samych Adamczuków. Trasa ta nie do końca okazała się idealna, bo ponownie sporo było tam piachów, ale krajobrazy nadrabiały za te uciążliwości. Wyjechaliśmy więc z plaży w kierunku zachodnim, przeciskając się przez całkowicie zastawioną samochodami drogę. Po chwili minęliśmy grupę rowerzystów z Bike Club UMCS w Lublinie, którzy tego dnia rozpoczynali 4-dniowy trip po Ukrainie i wschodniej części województwa lubelskiego.

Jeszcze w Świtazi odbiliśmy od głównej drogi w lewo, w stronę wsi Pidmanowe. Na trasę przez las zdecydowaliśmy się dzięki obecności ekipy z Chełma, która jechała nią już wcześniej. Jest na niej mnóstwo zakrętów, przecina się wiele rozgałęzień dróg na których brakuje charakterystycznych elementów. No i piachu. Papierowa mapa Szackiego Parku Narodowego w istotny sposób rozjeżdża się z aplikacjami mapowymi w telefonie, a ścieżki są ponanoszone w przypadkowy sposób, bez zachowania ich rangi i znaczenia. Koniec końców grupa rozdzieliła się na dwie części, ale korzystając z nawigacji i aplikacji maps.me udało się naszej piątce dojechać do grupy, która czekała po drugiej stronie lasu we wsi Smolary Świtaskie. Tam po kolejnej przerwie i zebraniu grupy ruszyliśmy prosto na zachód początkowo asfaltową, a dalej szutrową drogą typu „tarka” w stronę Adamczuk.

Na końcu Adamczuk droga skręcała w kierunku Hrabowego, my pojechaliśmy prosto by po 200 m znaleźć się na handlowo-imprezowej polanie. Tam pośród pozostałej części uczestników rozlosowaliśmy wg numerów szprychówek nagrody – 3 vouchery ufundowane przez Pizzerię VIVA La Pizza z Lublina o wartości 50 zł. Na tym impreza się zakończyła, minęliśmy jeszcze bunkier Linii Mołotowa i tuż przed zachodem słońca w kilka minut przekroczyliśmy ponownie Bug.. Łącznie rowerowa pętla wokół Jeziora wyniosła 55 km a czas samej jazdy ok. 4,5 h. Wśród obecnych byli rowerzyści z wielu miejscowości województwa lubelskiego, a także Radomia i Warszawy.

Wszystkim dziękujemy za udział i mamy nadzieję, że poleskie krajobrazy, lasy i Jezioro Świtaź z nawiązką nadrobiły trudności związane z momentami ciężkim stanem lokalnych dróg 🙂

Osoby biorące udział w rajdzie, które chciałyby otrzymać wszystkie zdjęcia z wyjazdu w dużym rozmiarze, prosimy o info wiadomością przez profil https://www.facebook.com/rowerowaukraina lub mailem na adres aleksander.wiacek@gmail.com

Aleksander Wiącek

2 Comments:

  1. Grzesiek Kwiatek

    Super fotorelacja! Jeżdżę na Wołyń od lat rowerem i tam drogi są jakie są i każdy kto chciałby się tam wybrać rowerem powinien sobie zdawać sprawę że to nie naddunajska Pasawa-Wiedeń, gdzie asfalcik pierwszej klasy. Niektórzy na wycieczkach rowerowych na siłę chcą wszędzie jechać na rowerze czy to jest piach czy ostry, kamienisty zjazd. A rower to świetny i lekki wynalazek i można zawsze z niego zsiąść i poprowadzić czasami jak trzeba. Jeśli chodzi o dobre, ubite drogi to polecam Podole i okolice Krzemieńca. Tam przyroda zrobiła swoje i jeździ się fajnie tylko sporo pod górkę 😉

    • kierunekwschod

      Dzięki 🙂 Polesie przez swój piach i bruk jest wg mnie najlepszym wyzwaniem dla rowerzystów zaczynających podróże po kraju znanym ze złego stanu dróg, bo potem wszędzie będzie już tylko lepiej i zawsze można powiedzieć – co tam górki czy szuter, pod Szackiem to dopiero było ciężko i trzęsło 😉
      Podole jest ekstra, zresztą jak cały pas od Zakarpacia przez Karpaty po Mołdawię – to nasze ulubione tereny na rower.
      Pozdrowienia
      Aleksander

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *